Urządzanie się w piłkarskim dole. Jak Unia Hrubieszów zapomniała, że kiedyś była klubem
Czerwiec. Miesiąc, w którym w większości regionalnych lig opada kurz, schodzi ciśnienie, a działacze zaczynają nerwowo liczyć, czy w kasie starczy na wyjazdy i zwrot kosztów dla sędziów na przyszły sezon. Zostało parę kolejek, ale karty są w zasadzie rozdane. Wiemy, kto ma powody do dumy, a kto powinien spuścić głowę i na dwa miesiące zniknąć z lokalnego radaru.
Przejedźmy się po tej naszej zamojskiej piłkarskiej mapie.
IV liga: Powiaty prężą muskuły, a w Zamościu mrożą szampany
W IV lidze lubelskiej formalności dobiegają końca. Liderujący Hetman Zamość ma przed sobą jeszcze dwie kolejki i teoretycznie sprawa awansu do III ligi nie jest zamknięta. Ale umówmy się – to tylko czysta, matematyczna abstrakcja. Żeby Hetman tego nie zrobił, nad Zamojszczyzną musiałoby przejść gradobicie żab, a zawodnicy na boisko musieliby wybiec o kulach. W najbliższy weekend wystarczy im remis u siebie z Janowianką i wracają tam, gdzie jest ich absolutne minimum egzystencjalne.
Tuż za plecami lidera meldują się Łada Biłgoraj (3. miejsce) oraz Tomasovia Tomaszów Lubelski (4. miejsce). Wnioski? Proste. To pokazuje, że jako miasto powiatowe na Zamojszczyźnie da się bez kompleksów, z powodzeniem i na zdrowych zasadach rywalizować na poziomie czwartoligowym. Da się budować kluby, które przyciągają kibiców i nie kojarzą się wyłącznie z festynem i zaciągiem z łapanki.
W tej samej lidze mamy jeszcze pewny utrzymania Start Krasnystaw oraz walczącą o życie, choć skazaną na ciężary Tanew Majdan Stary. No i jest jeszcze reprezentant powiatu hrubieszowskiego… a nie, przepraszam. Coś mi się pomyliło. Żadnego reprezentanta tam nie ma.
Klasa Okręgowa: Najciekawsza liga świata i hrubieszowski sufit
Zamojska okręgówka – przez złośliwych (czyli przez nas) nazywana najciekawszą ligą świata. Tutaj też kurtyna powoli opada. Victoria Łukowa po wyjazdowym zwycięstwie nad Grafem Chodywańce przybiła pieczątkę na awansie do IV ligi. Prawdopodobnie zastąpi tam lokalnego sąsiada z Majdanu Starego – bilans w przyrodzie musi wyjść na zero. Z ligą pożegnali się już Roztocze Szczebrzeszyn i Potok Sitno. Jeśli z IV ligi spadnie Tanew, do grona spadkowiczów dołączy ktoś z trójki: Olimpiakos Tarnogród, Grom Różaniec lub Huczwa Tyszowce.
A co słychać w powiecie hrubieszowskim? Ano mamy tu dwa rodzynki. Pierwszoligowe ambicje? Wolne żarty. Mamy Andorię Mircze i Huragan Hrubieszów.
Andoria kręci się w okolicach przyzwoitego 5. miejsca, Huragan – na dziewiątym. I to jest absolutny szczyt możliwości piłki w tym powiecie. Piąte miejsce w okręgówce.
Oczywiście nikt przytomny nie wymaga od Andorii czy Huraganu szturmowania wyższych lig. Tam celem jest spokojne granie, stabilizacja i rzetelne szkolenie młodzieży. I to się tam dzieje. Metodycznie, bez napinki, bez robienia awansów na siłę „zaciągiem” z zewnątrz, co zawsze – prędzej czy później – kończy się spektakularną katastrofą finansową. Okręgówka dla takich klubów to zdrowe, bezpieczne środowisko. Tylko porządne szkolenie dzieci i młodzieży może sprawić, że kiedyś będą mogli z powodzeniem o awanse walczyć. No, może jeszcze jakby Mieczysław czy Wojtas w totka kumulację rozbili…
Tyle że okręgówka to także absolutne minimum przyzwoitości dla każdego klubu z jakkolwiek pojętymi „ambicjami”. Nie da się poważnie rozmawiać o szkoleniu dzieciaków, kiedy pierwsza drużyna gnije w A- lub B-klasie. Co taki klub ma do zaoferowania młodemu chłopakowi? Na kim on ma się wzorować? Od kogo uczyć się futbolowego rzemiosła? Granie w najniższych ligach to dla klubu o określonej historii po prostu sportowa wegetacja.
A robienie egzotycznych, zagranicznych zaciągów na poziomie A-klasy? To już nie jest ambicja. To jest kliniczna, podręcznikowa odklejka i przepalanie publicznych pieniędzy.
I w tym miejscu, cali na biało-niebiesko, wchodzą oni.
Unia Hrubieszów: Jak urządzić się w salonie z widokiem na dno
Tak jest. Unia Hrubieszów. Klub-legenda regionu, który jeszcze nie tak dawno pisał historię w regionalnym Pucharze Polski, ściągał na stadion tłumy i mierzył się z wielkim Górnikiem Zabrze. Klub, dla którego spadek z IV ligi parę lat temu traktowano w kategoriach narodowej tragedii.
Gdzie dzisiaj jest Unia?
W A-klasie.
Może chociaż idzie na mistrza i taranuje rywali? No właśnie nie. Unia Hrubieszów, dysponując jednymi z najlepszych, najbardziej utalentowanych młodych zawodników w regionie – i to nie jest przesada, te chłopaki naprawdę potrafią grać w piłkę – nie potrafi wygrzebać się z tej ligowej piaskownicy.
Zapytacie: „No tak, ale może ta A-klasa to jakaś rzeźnia? Może tam grają potęgi?”. No nie bardzo. W tym sezonie z tej „Serie A” awansują aż TRZY zespoły. Trzy! Trzeba naprawdę wybitnej, wręcz tytanicznej pracy i niespotykanej odporności na sukces, żeby w takich okolicznościach awansu NIE ZROBIĆ. A Unia tego dokonała. Niemożliwe nie istnieje.
Najbardziej uderzające w tym wszystkim nie są jednak same wyniki. O wiele gorsza okazuje się ta wszechobecna, rozlewająca się apatia. Wygląda na to, że dla lokalnego środowiska i kibiców ten stan rzeczy stał się już smutną codziennością. Normalką. Przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.
Mamy w Hrubieszowie zarząd, który z rzadko spotykaną konsekwencją i radosną nieudolnością od dłuższego czasu upokarza markę tego klubu. I nikt nie reaguje. Karawana jedzie dalej, tyle że konie dawno padły, a wóz stoi w błocie po osie.
Powiedzmy to sobie wprost, językiem konkretu: Problemem Unii Hrubieszów nie jest to, że znalazła się w głębokiej, ciemnej piłkarskiej dupie. Głównym problemem jest to, że Unia zaczęła się w tej dupie całkiem wygodnie urządzać. Przyniosła paprotki, wstawiła meblościankę, powiesiła firanki w oknach i udaje, że jest przytulnie.
Krótka lekcja pokory z sąsiedztwa
Żeby pokazać skalę tego dramatu, wystarczy spojrzeć na sąsiadów, którzy nie mają zamiaru urządzać sobie salonów w piwnicy. Z tej samej A-klasy awans do okręgówki bez większych ceregieli zrobił właśnie Kryształ Werbkowice, ramię w ramię z Igrosem Krasnobród. O trzecie promujące miejsce bije się wciąż Sokół Zwierzyniec z Orkanem Bełżec. Da się? Da się. Trzeba tylko chcieć i mieć w klubie ludzi, którzy odróżniają piłkę nożną od działalności kółka gospodyń wiejskich.
Na samym dole piramidy, w B-klasie, tli się jeszcze Płomień Spartan Nieledew. Klub niedawno reaktywowany, więc sam fakt, że w ogóle grają i zbierają ludzi na mecze, należy zapisać po stronie plusów. Niemniej, nomen omen, żadnego wielkiego płomienia tam na razie nie widać. Jest to po prostu stabilna, niedzielna rekreacja, która prawdopodobnie na tym poziomie zostanie na dłużej.
I tam nikt nie ma o to pretensji. Bo w Nieledwi nikt nie udaje Realu Madryt. Szkoda, że w Hrubieszowie zapomniano, że gra się po to, żeby wygrywać, a nie po to, żeby trwać pod kroplówką miejskich dotacji i udawać, że „jakoś to będzie”.
Jakoś to nie będzie. Będzie tylko gorzej, dopóki ktoś w tym klubie nie pozbędzie się nieudaczników i nie przypomni sobie, na czym polega sportowa duma.
