Ukraina wybrała: UPA zamiast prawdy
Niewygodne prawdy mają to do siebie, że ignorowane przez lata, w końcu uderzają ze zdwojoną siłą. Dzisiejsze głębokie przesilenie dyplomatyczne na linii Warszawa–Kijów nie jest dziełem przypadku ani nagłego zbiegu okoliczności. To logiczny, bezlitosny finał wieloletniej, naiwnej i całkowicie bezrefleksyjnej polityki polskiej klasy politycznej, która w imię doraźnej poprawności i strategicznego złudzenia zgodziła się na kapitulację w sferze tożsamościowej. I o ile majowy dekret prezydenta Wołodymyra Zełenskiego (nr 440/2026) o nadaniu elitarnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” był potężnym ciosem, o tyle historyczna decyzja ukraińskiej Rady Najwyższej z 1 lipca 2026 roku o przyjęciu ustawy o utworzeniu Ukraińskiego Panteonu Narodowego pieczętuje ten proces na poziomie parlamentarnym. Rada Najwyższa stosunkiem głosów 287 „za” i przy zerowym sprzeciwie stworzyła ramy prawne dla instytucji, w której oficjalnie czczeni będą dowódcy zbrodniczej formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków. To już nie jest polityka jednego prezydenta – to systemowy, usankcjonowany przez parlament fundament tożsamości współczesnej Ukrainy, wobec którego polskie elity okazały się skrajnie bezradne.
Sankcja parlamentarna: Rada Najwyższa i ustawa o Panteonie z 1 lipca
Decyzja Rady Najwyższej z 1 lipca 2026 roku o jednogłośnym przyjęciu ustawy o Panteonie Narodowym to dowód na to, że ukraińskie elity podjęły świadomą decyzję o wejściu na ścieżkę tożsamościowej konfrontacji z Warszawą…
Dla Polski ta ustawa to poważny problem systemowy. Chociaż deputowany proprezydenckiej frakcji Sługa Narodu, Mykyta Poturajew, uspokajał w mediach, że ostateczna lista nazwisk będzie dopiero ustalana przez komisję rządową, przyznał, że Stepan Bandera bez wątpienia może się w nim znaleźć. Na tę zapowiedź zareagowały polskie elity państwowe. Szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki, oświadczył, że Polska nie zgodzi się na gloryfikowanie ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach, a głos ofiar leżących w bezimiennych grobach nie może zostać zagłuszony. Z kolei ze strony rządowej zabrakło tak jednoznacznej stanowczości. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ograniczył się do apelu, by nie wyciągać pochopnych wniosków przed ogłoszeniem oficjalnej listy, co w Kijowie mogło zostać odczytane jako gotowość do przymknięcia oka na historyczny rewizjonizm.
Kluczowy fakt (Ustawa o Panteonie):„Bojkot gdańskiego forum odbudowy oraz wczorajsza decyzja ukraińskiej Rady Najwyższej to jasny sygnał, że ukraińska strona w sprawach tożsamościowych nie cofnie się ani o krok, bezlitośnie wykorzystując słabość polskiej dyplomacji…”
Zasłona dymna i fałszywy kompromis: Generał Bezruczko jako karta przetargowa
Doniesienia medialne z 1 lipca 2026 roku o planowanej wizycie szefa ukraińskiej dyplomacji Andrija Sybihy w Warszawie z gotową propozycją „kompromisu” idealnie wpisują się w tę taktykę. Sybiha ma zaoferować Polakom wspólne upamiętnienie generała Marko Bezruczki – dowódcy wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej, który w 1920 roku ramię w ramię z Wojskiem Polskim walczył z bolszewikami i bronił Zamościa. W głównym nurcie medialnym propozycja ta została natychmiast okrzykkena mianem „przełomu”. W rzeczywistości jest to jednak dyplomatyczna kpina i kolejna iluzja normalizacji stosunków.
Postać generała Bezruczki – który już teraz bez łaski patronuje skwerowi na warszawskiej Woli czy rondu we Wrocławiu – jest bezdyskusyjnie godna najwyższego szacunku, ale jej honorowanie powinno odbywać się naturalnie, a nie służyć jako karta przetargowa do uciszenia polskich sumień. Oferowanie Bezruczki jako „zamiennika” w momencie, gdy przyjęta przez Radę Najwyższą ustawa celowo pozostawia otwarte drzwi dla oficjalnego wprowadzenia do Panteonu zbrodniarzy takich jak Kłym Sawur czy Roman Szuchewycz, to klasyczny zabieg dezinformacyjny. Kijów próbuje stworzyć parawan z postaci prawego generała, za którym chce ukryć instytucjonalizację kultu ludobójców z UPA. Co więcej, podobne gesty bez pokrycia strona ukraińska wykonywała już w przeszłości – choćby podczas lwowskiego spotkania prezydentów w 2023 roku, z którego po cichu usuwano czarno-czerwone flagi, co w żaden sposób nie przeszkodziło Kijowowi w późniejszym powrocie do agresywnej, banderowskiej retoryki.
Podatny grunt społeczny: Przemiany tożsamościowe na Ukrainie
Twierdzenie, że kult Bandery czy UPA to margines dotyczący wyłącznie grupy radykałów z Ukrainy Zachodniej, nie znajduje potwierdzenia w faktach. Działania administracji Wołodymyra Zełenskiego oraz wczorajsza uchwała Rady Najwyższej trafiają za naszą wschodnią granicą na przygotowany grunt społeczny. Jest to bezpośrednia konsekwencja przemian tożsamościowych, jakie zaszły na Ukrainie po pełnoskalowej agresji rosyjskiej w 2022 roku. Wojna ta przyspieszyła dekomunizację przestrzeni publicznej. W poszukiwaniu symboli walki z moskiewskim imperializmem, społeczeństwo zwróciło się ku formacji, która taką walkę prowadziła – ku OUN i UPA.
Dane socjologiczne pokazują skalę tego zjawiska. Poparcie dla postaci Stepana Bandery na Ukrainie wzrosło z poziomu 22 procent w 2012 roku do 83 procent w 2026 roku. Dla współczesnego Ukraińca Bandera przestał być postacią historyczną – staje się uniwersalnym symbolem oporu, często odartym z kontekstu zbrodni wołyńskiej. Co więcej, analizy nastrojów w sieci po 19 czerwca 2026 roku (zapowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego o wszczęciu procedury odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego) pokazują silny opór tamtejszego społeczeństwa. Choć badania internetowe charakteryzują się dużą polaryzacją, to dominujące w ukraińskich mediach społecznościowych komentarze w pełni popierały gest Zełenskiego, który odesłał order kurierem. Ponad połowa dyskusji w sieci została zdominowana przez kpiny z polskiej decyzji, co pokazuje, że tradycja ta stała się dla Ukraińców elementem tożsamości, którego nie zamierzają negocjować w zamian za zagraniczne wyróżnienia.
Radykalna zmiana nastrojów na Ukrainie (Badanie Res Futura Data House 2026):„Zwrot polskiego orderu przez Zełenskiego został uznany przez 99,5% ukraińskich internautów za akt koniecznej dumy narodowej. To dowód, że kult tradycji OUN-UPA stał się nienaruszalnym fundamentem współczesnej tożsamości państwowej Kijowa.”
Kronika klęski: Porażka dotychczasowej polityki RP
Obecny kryzys to efekt polityki „kompartmentacji” – założenia polskiej dyplomacji, że można całkowicie oddzielić wsparcie militarne i logistyczne dla Ukrainy od spraw pamięci historycznej. Pierwszy kardynalny błąd popełniła poprzednia ekipa rządząca, godząc się na nieformalne zamrożenie sporów w styczniu 2022 roku w Wiśle. W praktyce oznaczało to asymetrię. Polska słała bezwarunkowo czołgi i udostępniała kluczowy węzeł logistyczny w Rzeszowie, podczas gdy Kijów konsekwentnie instytucjonalizował kult liderów OUN-UPA w strukturach państwowych i wojskowych, nie napotykając ze strony Warszawy na żaden realny opór.
Obecna ekipa rządząca pod wodzą premiera Donalda Tuska w pełni przejęła i wręcz pogłębiła tę pasywną linię. Gdy w styczniu 2026 roku ukraińskie wojsko nadało imię Wasyla Kuka (ostatniego dowódcy UPA) jednostce dronów, Warszawa milczała, dając Kijowowi wyraźne zielone światło do kolejnych kroków, co ostatecznie doprowadziło do majowego dekretu Zełenskiego i lipcowej ustawy Rady Najwyższej. Premier Donald Tusk oraz minister Radosław Sikorski konsekwentnie próbują marginalizować problem Wołynia, twierdząc, że każde głośne upomnienie się o prawdę historyczną to pomocnictwo Kremla. Ta polityka doprowadziła do sytuacji, w której ukraińscy dyplomaci zaczęli otwarcie pouczać Polaków. Symbolem stało się wystąpienie ministra spraw zagranicznych Dmytra Kułeby podczas Campus Polska Przyszłości, gdzie bezczelnie porównał on ludobójstwo na Wołyniu do akcji „Wisła” i nazwał południowo-wschodnie województwa Polski „terytoriami ukraińskimi”. Brak stanowczej, natychmiastowej reakcji ze strony obecnych na sali polskich ministrów ostatecznie pogrzebał polską pozycję negocjacyjną.
Podziały wewnętrzne w Polsce: Jak Kijów rozgrywa Warszawę
Ukraińska dyplomacja skutecznie wykorzystuje podziały polityczne w Polsce. Gdy prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o wszczęciu procedury odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, obóz rządowy spróbował storpedować ten krok. Premier Tusk publicznie deklarował, że kłótnie o przeszłość to „oddanie przyszłości Putinowi”, a minister Sikorski sugerował, że prezydent prowadzi nieodpowiedzialną grę wewnętrzną.
Dla Kijowa to sytuacja dogodna. Widząc brak jednolitego frontu w Warszawie, ukraińscy politycy mogą swobodnie ignorować protesty głowy państwa, wiedząc, że pomoc militarna i logistyczna nie zostanie wstrzymana. Mało tego: Zełeński order odesłał zanim prawna procedura dobiegła końca, bez kontrasygnaty premiera. Odesłał kurierem wykazując całkowity brak szacunku. Ta niespójność sprawia, że polski głos na arenie międzynarodowej traci na powadze. Kijów nie musi obawiać się polskich zapowiedzi o zablokowaniu akcesji do Unii Europejskiej, bo dostrzega głęboki konflikt na linii rząd–prezydent.
Gdańskie fiasko i szczyt odbudowy: Afront, który obnażył bezsilność
Potwierdzeniem osłabienia wzajemnych relacji stał się przebieg Ukraine Recovery Conference (URC 2026), która odbyła się w dniach 25–26 czerwca 2026 roku w Gdańsku. Miało to być wydarzenie prestiżowe – po raz pierwszy organizowane przez Polskę jako współgospodarza. Wybór Gdańska przez premiera Donalda Tuska miał wymiar symboliczny, jednak rzeczywistość okazała się dyplomatycznym kryzysem, który eksperci na łamach specjalistycznych portali – takich jak Defence24 – określili mianem „fiaska”.
Głównym ciosem dla prestiżu Warszawy była decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który zignorował gdańskie forum. Do Trójmiasta nie przyleciała również jego małżonka ani szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha. Kijów obniżył rangę tego wydarzenia, wysyłając wicepremier Juliję Swyrydenko. W protokole dyplomatycznym taki ruch ze strony państwa będącego beneficjentem pomocy to wyraźny sygnał marginalizacji Polski jako strategicznego partnera. Jak ujawnił profesjonalny dyplomata, były ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki, ukraińska decyzja o nieobecności Zełenskiego zapadła wcześniej, zanim prezydent Nawrocki upublicznił swój krok. Była to więc chłodna kalkulacja geopolityczna Kijowa.
Konferencja w Gdańsku nie przyniosła merytorycznego przełomu dla polskich przedsiębiorców. Polskie firmy zostały odsunięte na boczny tor, powielając scenariusz z Lugano, gdzie Polskę pominięto w podziale kluczowych stref odbudowy. Dodatkowo, forum obnażyło paraliż państwa – prezydent Karol Nawrocki nie został w ogóle zaproszony na współorganizowane przez Polskę wydarzenie.
Dekonstrukcja ukraińskiego panteonu: Bandera, Szuchewycz i postać „Kłyma Sawura”
Błędem polskiej polityki wschodniej jest akceptacja narracji o rzekomej „dwutorowości” ukraińskiego panteonu. Publicyści w Warszawie powtarzają tezę, że Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz są na Ukrainie czczeni wyłącznie jako ikony walki z sowieckim totalitaryzmem, a nie autorzy szowinistycznej doktryny. Choć współczesny mit Bandery został odarty z kontekstu rzezi wołyńskiej, stając się uniwersalnym symbolem oporu, dla Polaków pozostaje on symbolem tragedii.
Ta niespójność uderza z pełną siłą przy postaci Romana Szuchewycza – głównodowodzącego UPA. Dla ukraińskiego IPN to strateg i męczennik, dla nas – człowiek, którego formacja prowadziła czystki etniczne. Jeszcze bardziej wyrazisty jest kult Dmytra Klaczkiwskiego, znanego jako „Kłym Sawur”. To on – jako dowódca okręgu UPA-Północ – wydał w 1943 roku bezpośrednią dyrektywę o eliminacji ludności polskiej na Wołyniu. Dzisiaj ten sam człowiek ma pomniki w Zbarażu i Równem, a jego imieniem nazywa się ulice. Stawianie zbrodniarza wojennego ramię w ramię z obrońcami suwerenności Ukrainy to skażenie moralne u fundamentów tożsamości państwowej Kijowa.
Perspektywa 10–20 lat: Jakiej polityki potrzebuje Polska?
W obliczu tych procesów Polska potrzebuje wypracowania realistycznej, długofalowej strategii wobec Ukrainy na najbliższe 10–20 lat. Strategia ta musi opierać się na odejściu od skrajności: zarówno od naiwnego entuzjazmu, jak i od bezproduktywnego izolacjonizmu. Wsparcie militarne dla Ukrainy jest polską racją stanu, ponieważ osłabianie rosyjskiego imperializmu leży w naszym żywotnym interesie bezpieczeństwa. Jednak pomoc ta nie może być bezwarunkowa w sferze politycznej i gospodarczej.
W perspektywie dwudziestu lat Polska powinna traktować instrumenty akcesyjne Ukrainy do Unii Europejskiej oraz NATO jako precyzyjne narzędzia negocjacyjne. Takich narzędzi Polska ma zresztą zdecydowanie więcej. Zgoda na integrację europejską Kijowa musi być twardo uwarunkowana pełnym otwarciem wszystkich miejsc pochówku, przeprowadzeniem ekshumacji oraz zaprzestaniem państwowego finansowania kultu postaci bezpośrednio odpowiedzialnych za ludobójstwo. Polska musi budować swoją pozycję jako silnego, pragmatycznego suwerena, który potrafi oddzielić twardą współpracę wojskową od tożsamościowej kapitulacji. Tylko taka asertywność, pozbawiona niepotrzebnych emocji i oparta na faktach, pozwoli na zbudowanie stabilnego partnerstwa na wschodzie.
