Logo
"Niezależne media to fundament wolności i demokracji.
Konkretnie po to, abyś Ty mógł mieć własne zdanie."
← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
Opublikowano: 14.07.2026  |  Autor: red. naczelny Konkretnie

Szpitalne Bastylie. Dlaczego publiczne szpitale nie chcą ujawnić pełnych danych o wynagrodzeniach

Zdjęcie główne

 

Dzisiaj, 14 lipca, przypada rocznica zburzenia Bastylii, symbolu absolutystycznego ucisku, tajemnic i władzy, która głęboko w lochach skrywała swoje sekrety przed obywatelami. Dokładnie 237 lat po tamtych wydarzeniach, na naszej lubelskiej prowincji, lokalni dyrektorzy publicznych szpitali próbują budować własne, małe Bastylie. Murami, które mają chronić ich przed kontrolą społeczną, nie są już jednak kamienne bloki, lecz urzędniczy bełkot, uniki prawne i lekceważenie prawa do informacji publicznej. Gdy portal „Konkretnie” zapytał o najwyższe zarobki kadry zarządzającej i medycznej w regionie, w obronie systemowych tajemnic stanęła cała urzędnicza machina. Tylko jedna placówka miała odwagę pokazać prawdę. Reszta pokazała bardzo różne sposoby unikania pełnej transparentności, od powoływania się na trudności organizacyjne, przez spory proceduralne, po wielotygodniowe przedłużanie postępowań.

Pod koniec czerwca, realizując nasz wniosek o udostępnienie informacji publicznej skierowaliśmy zapytania prasowe do czterech szpitali powiatowych w naszym regionie.
W Hrubieszowie, Biłgoraju, Krasnymstawie i Tomaszowie Lubelskim. Nasz cel był prosty i fundamentalny dla przejrzystości życia publicznego. Chcieliśmy wiedzieć, jak gospodaruje się pieniędzmi podatników i składkami zdrowotnymi mieszkańców w placówkach, które bezustannie borykają się z długami, generują straty i regularnie straszą pacjentów zamykaniem kolejnych oddziałów z powodu braku funduszy.

Nie walczymy z lekarzami. Walczymy o jawność

Mieszkańcy płacący co miesiąc niemałe składki zdrowotne mają ustawowe prawo wiedzieć, na co dokładnie przeznaczane są te publiczne miliony. I zaznaczmy to od razu bardzo wyraźnie: nie chodzi o powrót do dawnego, populistycznego hasła „pokaż lekarzu, co masz w garażu”. Absolutnie nie. Szanujemy trudną, wysoce odpowiedzialną i wyczerpującą pracę lekarzy. Ich wysokie zarobki, o ile są poparte rzeczywistymi godzinami spędzonymi przy łóżkach chorych i na salach operacyjnych, nie budzą naszych najmniejszych zastrzeżeń. Pytamy o publiczne pieniądze w publicznych szpitalach. O prywatne kliniki nikt nie pyta – tam panuje pełna wolność kontraktowa. W publicznej ochronie zdrowia każda złotówka pochodzi jednak z kieszeni pacjenta i podlega bezwzględnej jawności. Naszym celem nie są lekarze, lecz urzędnicy, dyrektorzy i chory system, który toleruje brak przejrzystości.

Wnioskowaliśmy o udostępnienie wykazu dziesięciu najwyższych sumarycznych wynagrodzeń rocznych za rok 2025 oraz dziesięciu najwyższych wypłat miesięcznych w roku 2026. Pytaliśmy o formy zatrudnienia (umowy o pracę czy kontrakty B2B), nazwy oddziałów oraz – co kluczowe – o dokładną liczbę godzin przepracowanych przez tych rekordzistów. Ta ostatnia informacja miała pokazać mieszkańcom, czy wysokie kwoty miesięczne wypłacane przez menedżerów placówek mają pokrycie w rzeczywistej, ciężkiej i fizycznie możliwej pracy na dyżurach, czy też mamy do czynienia z płaceniem za „wirtualną gotowość”, podczas gdy pacjenci godzinami czekają na pomoc na pustych korytarzach.

Jawność wydatków publicznych to nie jest uprzejmość ze strony dyrekcji, to ich ustawowy, bezwzględny obowiązek. Reakcja na nasze wnioski obnażyła jednak smutną prawdę o stanie lokalnych kadr zarządzających. Zamiast transparentności otrzymaliśmy festiwal uników i prawnych wykrętów.

Hrubieszów pod rządami PSL, czyli administracja na skraju bankructwa i skarga do WSA

Najbardziej wymowna okazała się oficjalna odpowiedź nadesłana z Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Hrubieszowie, podpisana osobiście przez dyrektora Arkadiusza Bratkowskiego. Aby zrozumieć ten fenomen, musimy najpierw nakreślić tło polityczne. Mamy tu do czynienia z sytuacją, w której dyrektor Bratkowski, prominentny działacz PSL i radny Sejmiku Województwa Lubelskiego z ramienia tej partii, podlega bezpośrednio staroście hrubieszowskiemu Józefowi Kuropatwie, również czołowemu politykowi PSL w powiecie. W tak bliskim układzie politycznym nadzór właścicielski staje się niezwykle trudnym zadaniem.

I co pisze nam ten wysokiej rangi menedżer, zarządzający publiczną posadą w zadłużonym szpitalu? W piśmie z 1 lipca 2026 roku dyrektor Bratkowski rozkłada ręce i oficjalnie deklaruje:

„Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Hrubieszowie informuje, że nie posiada w działach administracyjnych nadwyżki zatrudnienia, która pozwoliłaby na udzielenie odpowiedzi bez szkody dla bieżącej działalności zakładu (…) Przygotowanie odpowiedzi wymagałoby zaangażowania znacznej ilości kluczowych pracowników, na których ciążą liczne, terminowe obowiązki (…) Niewykonanie w terminie tych zobowiązań może wiązać się z wysokimi karami finansowymi i koniecznością zapłaty odsetek”.

To pismo stanowi w istocie oficjalną deklarację trudności organizacyjnych podpisaną przez dyrektora. Dyrektor Bratkowski w swojej odpowiedzi przedstawia sytuację, w której przygotowanie danych miałoby powodować istotne trudności organizacyjne oraz ryzyko niewykonania innych terminowych obowiązków. Tymczasem wnioskowane przez nas dane to czynność, która – czego dowiódł SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskim – może zostać wykonana sprawnie i bez paraliżowania bieżącej pracy administracji.

Jeżeli dyrektor publicznej instytucji twierdzi, że udzielenie odpowiedzi na prosty wniosek prasowy może doprowadzić szpital do finansowej katastrofy, pojawiają się poważne wątpliwości co do odpowiedzialności za organizację pracy w tej placówce. Kto pilnuje tych procedur i jak rozliczane są obowiązki kadrowe? Starosta Józef Kuropatwa w tej sprawie milczy, nie podejmując widocznych działań nadzorczych. Na zapłacenie za jakiś wydumany certyfikat pieniądze się znalazły w szpitalu, a poświęcenie 15 minut, no dobra może i 20 minut na przewertowanie tabel to taka trudność?

Redakcja „Konkretnie” nie zamierzała jednak bezczynnie przyglądać się tym problemom organizacyjnym. Wobec zignorowania wniosku i unikania jawności, na bezczynność dyrektora SPZOZ w Hrubieszowie została już wniesiona skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. Niech teraz niezawisły sąd oceni, czy trudności administracyjne zwalniają urzędnika z przestrzegania prawa.

Krasnystaw ujawnia kwoty, ale ukrywa godziny. Kompromitujący błąd dyrektora Widomskiego

Równie ciekawie na froncie obrony szpitalnych tajemnic radzi sobie SPZOZ w Krasnymstawie, na czele którego stoi dyrektor Zbigniew Widomski. W oficjalnym piśmie z 14 lipca, pan dyrektor postanowił zastosować procedury k.p.a. w sprawach dostępu do informacji publicznej. Co ciekawe, krasnostawski szpital udostępnił nam same kwoty najwyższych wynagrodzeń, co dowodzi, że wyciągnięcie danych finansowych nie stanowiło problemu. Dyrektor Widomski postawił jednak twardą granicę przy pytaniu o liczbę przepracowanych godzin.

Szpital twierdzi, że przygotowanie zestawienia godzin to „informacja przetworzona”, wymagająca dużego nakładu pracy, ponieważ wiąże się z koniecznością analizowania kart pracy każdego medyka osobno. Aby zablokować nam dostęp do tych danych, dyrektor Widomski skierował do nas wezwanie oparte na przepisach Kodeksu postępowania administracyjnego:

„Na podstawie art. 64 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego, wzywam Pana do doprecyzowania wniosku poprzez wykazanie w terminie 7 dni (…) powodów, że udostępnienie informacji (…) będzie szczególnie istotne dla interesu publicznego. Nieusunięcie braków we wskazanym terminie spowoduje pozostawienie Pana wniosku bez rozpoznania”.

Trudno pogodzić takie zastosowanie art. 64 § 2 k.p.a. z funkcją tego przepisu. Ustawa o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p.) jest ustawą szczególną i posiada własną, autonomiczną ścieżkę proceduralną. Artykuł 64 § 2 k.p.a. służy wyłącznie do usuwania braków formalnych podania (np. braku podpisu czy adresu) i kategorycznie nie wolno go stosować do badania przesłanki interesu publicznego przy informacji przetworzonej!

Wezwanie wnioskodawcy na podstawie przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego do wykazania interesu publicznego i grożenie pozostawieniem wniosku bez rozpoznania to próba obejścia procedury przewidzianej ustawą o dostępie do informacji publicznej. Jeśli szpital uważa, że wnioskowana informacja jest przetworzona, a wnioskodawca nie wykazał interesu publicznego, to dyrektor ma prawny obowiązek wydać oficjalną decyzję administracyjną o odmowie udostępnienia informacji. Od takiej decyzji przysługuje nam odwołanie i skarga do WSA. Próba „zbycia” wniosku poprzez wezwanie z k.p.a. uniemożliwia nam w tym momencie natychmiastowe skierowanie sprawy do sądu. Cierpliwie czekamy na ostateczną decyzję dyrekcji z Krasnegostawu, ale zapewniamy: gdy tylko wyczerpiemy tę przymusową ścieżkę formalną, sprawa natychmiast trafi na wokandę.

Biłgoraj przedłuża czas na myślenie i gra na zwłokę

W Biłgoraju publiczny szpital prowadzony jest przez prywatnego dzierżawcę, spółkę ARION Szpitale sp. z o.o. w restrukturyzacji. Tam odpowiedź podpisała dyrektor Marta Maciejewska. Spółka Arion, wzorem krasnostawskiego SPZOZ-u, również postanowiła zasłonić się argumentem o „informacji przetworzonej” i wezwała nas do wykazania celu publicznego w zakresie wysokości lekarskich kontraktów.

W odróżnieniu od Krasnegostawu, w Biłgoraju zachowano standardy procedury administracyjnej. Zastosowano za to klasyczne przedłużenie terminów. Powołując się na konieczność „dokonania wymaganych ocen prawnych”, dyrekcja oficjalnie przedłużyła termin załatwienia sprawy aż do 25 sierpnia 2026 roku. Termin wyznaczony przez organ oznacza, że od złożenia wniosku do planowanego zakończenia sprawy upłyną niemal dwa miesiące. Wygląda na to, że w Biłgoraju urlopy chcą spędzić w sielankowej atmosferze i bardzo zależy na spokojnych wakacjach . Podobnie jak w przypadku Krasnegostawu, ta taktyczna zwłoka uniemożliwia nam w tym momencie natychmiastowe skierowanie sprawy do sądu. Cierpliwie czekamy na upływ wyznaczonego terminu, a biłgorajskiej dyrekcji obiecujemy jedno: 26 sierpnia ich dokumenty również będą gotowe do wysyłki do WSA.

Tomaszów Lubelski, czyli dowód na to, że chcieć to móc

Na tym tle, pełnym trudności administracyjnych i błędów proceduralnych, jako wzór transparentności jawi się Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Tomaszowie Lubelskim. Szpital w Tomaszowie jako jedyny bez żadnych wykrętów, bez uciekania w „informację przetworzoną”, bez powoływania się na paraliż administracji i bez uciekania się do dyskusyjnych wezwań, przysłał nam kompletne, przejrzyste i niezwykle szczegółowe dane.

Tomaszowski ZOZ udowodnił, że jeżeli dyrekcja zarządza placówką w sposób przejrzysty i rzetelny, to udostępnienie danych o wynagrodzeniach oraz godzinach pracy jest możliwe do zrealizowania, o ile zarządzający wykażą się wolą jawności i sprawnością organizacyjną. Można? Można. Postawa tomaszowskiego szpitala to merytoryczny punkt odniesienia dla pozostałych placówek. Pokazuje wprost, że tłumaczenia o braku nadwyżki zatrudnienia i konieczności wielotygodniowych analiz prawnych nie wytrzymują zderzenia z faktami i praktyką sprawnie zarządzanej jednostki publicznej.

To właśnie dlatego w całej tej sprawie nie chodzi wyłącznie o wysokość wynagrodzeń. Chodzi o standard jawności życia publicznego. Cztery szpitale otrzymały ten sam wniosek. Jeden odpowiedział w pełnym zakresie. Trzy pozostałe obrały odmienne strategie ograniczenia dostępu do części informacji. To porównanie samo w sobie jest najbardziej wymownym wynikiem naszego dziennikarskiego eksperymentu.

Czas zburzyć lokalne bastiony tajemnic

Działania podjęte przez dyrekcje szpitali w Hrubieszowie, Biłgoraju i Krasnymstawie nie zatrzymają naszych publikacji. Wręcz przeciwnie. Trudności proceduralne oraz próby ograniczania dostępu do informacji publicznej to dla nas sygnał, że dotknęliśmy tematu, który wymaga szczególnej uwagi opinii publicznej. Podatnicy z powiatów hrubieszowskiego, krasnostawskiego i biłgorajskiego mają pełne, ustawowe prawo wiedzieć, na co przeznaczane są miliony złotych z ich składek i podatków, podczas gdy standard opieki na szpitalnych korytarzach pozostawia tak wiele do życzenia.

Zapewniamy dyrektorów Widomskiego, Bratkowskiego i dyrektor Maciejewską: redakcja „Konkretnie” nie ugnie się przed Waszymi wezwaniami.

W sprawie bezczynności dyrektora SPZOZ w Hrubieszowie skarga została już wniesiona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie, a na rozstrzygnięcia z Krasnegostawu oraz Biłgoraja cierpliwie czekamy, skrupulatnie pilnując terminów proceduralnych. Będziemy szczegółowo informować o przebiegu postępowań przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym. Obywatele mają prawo do pełnej wiedzy o tym, jak dysponuje się ich środkami. Czas, aby lokalne Bastylie w końcu runęły.