Stan hrubieszowskiej piłki

Piłka nożna, piłka nożna… spać nie można. Czy aby na pewno?
Mogą się oburzać przedstawiciele innych sportów, ale argumenty są jednoznaczne. Piłka nożna to najpopularniejszy sport. Owszem, zdarzy się, że w wyniku jakichś sezonowych sukcesów kibice przerzucą się chwilowo na piłkę ręczną, koszykówkę czy też siatkówkę, ale zazwyczaj to chwilowa euforia. Nie dotyczy to pasjonatów, którzy i bez tego chłoną sportowe rywalizacje bez względu na rodzaj dyscypliny. Jednak piłka nożna to jedyny w swoim rodzaju sport i kropka. Wszelkie dywagacje nie mają tu większego sensu. W dodatku niedługo zaczynają się mistrzostwa Europy, więc to zainteresowanie dodatkowo wzrośnie.
A jak z tym jest u nas? Ułomkami nie jesteśmy. Ba! Nie tak znowu wiele miejscowości w Polsce może się poszczycić reprezentantami kraju, a my takich w historii mieliśmy aż dwóch. Tomasz Kiełbowicz oraz Dawid Nowak. Zawodników o „statusie lokalnej ikony” też trochę jest. Nie jest to co prawda poziom reprezentacyjny, ale kibicom nie tylko w Hrubieszowie czy okolicach przedstawiać ich nie trzeba. „Piłkarski gen” zatem gdzieś tu nad Huczwą krąży. Tylko czy ta lokalna piłka jest komuś w ogóle potrzebna? Do niedawna można było mieć uzasadnione wątpliwości, ale gdy podczas meczu na poziomie A klasy, przy wstrętnej pogodzie na trybunach jest lekko licząc 400 osób ( i to nie tylko sympatycy obu klubów) to wraca wiara. Mowa oczywiście o derbowym meczu sprzed tygodnia pomiędzy Andorią Mircze a Huraganem Hrubieszów. W Mirczu można było poczuć wreszcie, że ta lokalna piłka jednak jeszcze żyje. Za to ogromne wyrazy uznania dla mireckich działaczy. Dobra robota panowie!
Obecnie w oficjalnych ligowych rozgrywkach w całym powiecie mamy 4 drużyny. Kryształ Werbkowice ( IV liga lubelska), Unia Hrubieszów (klasa okręgowa), Andoria Mircze i Huragan Hrubieszów ( zamojska klasa A). Liczby zatem na starcie nie powalają. Jest słabo. Lokalną piłkę nożną próbują ciągnąć na swoich barkach już jedynie prawdziwi pasjonaci i społecznicy. Jak trudne to zadanie wiedzą tylko oni sami. Funkcjonowanie takich lokalnych klubów opiera się w zasadzie głównie przy wsparciu władz samorządowych. Żaden klub nie byłby w stanie działać bez sportowych dotacji od miasta czy gminy. Czy to dobrze? Oczywiście, że nie. Taka sytuacja rodzi bowiem zależność na linii klub – władze samorządowe, której być nie powinno. Lokalny klub to najczęściej idealna maszynka do promocji miasta czy też gminy. Głosy jakoby samorządy nie powinny finansować klubów należy zwyczajnie zignorować jako brednie. Głupiego nie przekonasz. Rozwój kultury fizycznej to zadanie własne gminy ( gminy miejskiej też!), więc to nie żadna łaska ze strony władz samorządowych a ich obowiązek. Oczywiście cały problem rozbija się o skalę tego wsparcia. Dodatkowo nie bez znaczenia pozostaje fakt realnego sponsoringu. Nie mówimy tu
o dwóch pizzach, a już dany przedsiębiorca wymieniany jest jako sponsor. Co prawda, każdy grosz się liczy, ale bądźmy poważni. Niedługo zaprzysiężenia nowo wybranych władz. Jedynie
w Werbkowicach będzie nowy włodarz. Pozostałe wymienione wcześniej kluby zachowują status quo. O ile dla Andorii i Huraganu to w miarę dobra wiadomość, o tyle dla Unii już nie bardzo.
W 5 lat udało się obecnym władzom rozpierdolić ( tu serdecznie przepraszam językowych purystów, ale w języku ludzi cywilizowanych nie znajduję, żadnego słowa dostatecznie oddającego powagę sytuacji) hrubieszowską piłkę niemal doszczętnie. Zostały zgliszcza
z naprawdę dobrze zapowiadającego się projektu. Aż trudno uwierzyć, że to w ogóle udało się zrobić, ale dla chcącego nic trudnego jak się okazuje. Unia obecnie szoruje po dnie okręgówki i jak dzisiaj nie wygra z Olimpią Miączyn, o utrzymanie będzie bardzo trudno. Już sam fakt, że taki klub jak Unia musi drżeć o utrzymanie w okręgówce jeży włosy na głowie, ale oby się udało. Inaczej pozostaje wierzyć, że razem z Andorią ( oby tu nie została jakaś klątwa rzucona) do okręgówki awansuje również Huragan i okazji do takich meczów jak tydzień temu będzie więcej. Kryształu nie pomijam, szanuję za sportowe wyniki, ale jak na meczu IV ligi jest 100 osób i to w większości z Hrubieszowa, to taki „zaciężny” futbol większych emocji nie będzie wzbudzał. A piłka to przecież emocje.
Zatem Unii życzymy utrzymania, Kryształowi kibiców na trybunach i więcej „swoich” zawodników, Andorii oczywiście awansu i oby dalej robiła to co robi. Niech nikomu nie przychodzi do głowy rzucać im kłody pod nogi, bo wykonują fantastyczną pracę. Huraganowi natomiast aby derby rozgrywał w okręgówce i nie tylko z Andorią.
