POWIATOWY BUDŻET HIPOKRYZJI NA ROK 2025
W ostatni dzień 2024 roku Rada Powiatu uchwaliła budżet na 2025 rok. To znaczy budżet… Budżeciątko takie bardziej. Głosami „tęczowej koalicji” (11 za, 4 radnych było przeciw, 2 się wstrzymało od głosu)w przyszłym roku powiat hrubieszowski w pierwszej kolejności będzie wychodził z długów.
35 milionów powiatu i 18 milionów szpitala. Oczywiście wszystkiemu winni POPRZEDNICY. To oni tych długów narobili. Józef K. o żadnych długach nie wiedział, starostą w poprzedniej kadencji był tylko chwilę, a jako przewodniczący rady to się nie liczy. Teraz za to upomina radnych opozycji. Jak mogą nie rozumieć, że trzeba wyjść z długów? Przecież może na pobory zabraknąć! I tu cię mamy panie jakże zatroskany o dobro powiatu starosto. Na pobory zabraknie! Jeden powie, że to zwykłe zdanie, ale zgodnie z freudowską teorią już nie takie zwykłe. Pobory najważniejsze. W tym te dla trzeciego i całkowicie zbędnego trzeciego starosty. Jakim trzeba być hipokrytą, żeby mówić o konieczności zaciskania pasa, a jednocześnie marnotrawić pieniądze powiatu na mnożenie zbędnych stanowisk? Nie da się tego zrozumieć. Oczywiście jak już wcześniej była mowa, starosta Józef K. (tak właśnie w dalszym ciągu należy go określać, bowiem z żadnych z postawionych zarzutów oczyszczony nie został, a dochodzą kolejne) swojego udziału w zadłużeniu powiatu nie widzi. Sam zwrot dotacji wraz odsetkami za drogę Adelina – Mircze – Kryłów to już połowa zadłużenia szpitala! Miał realny, o ile nie decydujący, wpływ na to co się działo w poprzedniej kadencji. Nie zrobił nic. Obecnie wcale lepiej nie jest.
Nowy samochód pomimo zadłużenia? Ależ oczywiście. Zbędne stanowiska w urzędzie? Żaden problem. Dwóch dyrektorów w PUP? Też się znajdzie.
Przegrana sprawa w sądzie z byłą dyrektor szpitala (co oznaczać będzie konieczność wypłaty odszkodowania) i zatrudnienie kolegi na stanowisku dyrektora szpitala co w istocie powoduje konieczność utrzymywania dwóch dyrektorów? Nie ma sprawy.
Czego jeszcze tęczowa koalicja potrzebuje, żeby wreszcie zacząć dbać o dobro mieszkańców powiatu, a nie o swoje własne? Chyba, że taki jest właśnie układ i tak ma to wyglądać?
Póki co starosta pomawia radnych również publicznie, bo na sesji transmitowanej na żywo. Oczywiście z sobie jedynie wrodzoną arogancją i w poczuciu jakiejś dziwnie rozumianej bezkarności. Zarzucanie radnemu “po co pyta jak wie i, że chce upadku szpitala” to już wyjątkowa hipokryzja. To pan panie starosto swoimi działaniami i zaniechaniami zadłużył ten powiat! To pan za to ponosi odpowiedzialność! Nikt inny.
Trzeci i zaraz całkowicie zbędny starosta Marek Poznański miał z kolei pretensje do radnego z opozycji, że „nie składał żadnych propozycji infrastrukturalnych, ani nie mówił skąd można pozyskać dodatkowe środki”. Czy opary absurdu u „tęczowych” już całkowicie pozbawiły ich racjonalnego myślenia? Opozycja ma wymyślać projekty i dodatkowo pozyskiwać na to pieniądze? Inni niech myślą i załatwiają środki, a wynagrodzenie trzeciego starosty będzie dla pana Poznańskiego. No tak to nie działa! To już najwyższy poziom zbędności jaki można sobie wyobrazić.
Uchwalony budżet nie jest nawet budżetem „biedy i przetrwania”. Jedyne o co w nim chodzi, to zapewnienie pieniędzy „na pobory” za nic nierobienie. To znaczy jednak robienie… ale nie tego co powinno się robić. Powiat się zwija. Pomysłu na szpital nie ma żadnego. Tęczowi koalicjanci kompletnie nie wiedzą co robią i ślepo zapatrzeni w swojego guru wykonują jego polecenia.
O ile radnym z PSL i banitom z PiS nie ma co się tutaj zbytnio dziwić (nie mają większego wyboru) o tyle radni z PiR (pod patronatem burmistrz Majewskiej) oraz radni z Inicjatywy Samorządowej poza radnym Dariuszem Fornalem (pod patronatem wójta Zająca) wykazują się wręcz obłudą. Za otrzymane stołki są w stanie nie widzieć tego co się z powiatem dzieje i do czego doprowadzają. Dla nich istotne są jedynie ich własne korzyści. Władza się sama wyżywi, aby oczywiście było „na pobory”. Teoretyczni zwierzchnicy pana starosty z władz centralnych PSL jak widać nie bardzo są w stanie ukrócić swawolę lokalnego watażki. Nic się nie dzieje przecież. Szef lubelskich struktur PSL, Krzysztof Hetman, z brukselskiej oddali nie bardzo nad tym panuje. Zresztą sam musi uważać, żeby właśnie lokalny watażka wspierany przez kolegę dyrektora szpitala, który wbrew woli partii złamał pakt senacki i w wyborach na senatora wystartował (nieskutecznie) ze swojego komitetu nie zebrał odpowiedniej koalicji do odwołania go
z szefowania lubelskiemu PSLowi. Poza tym czego oczekiwać od człowieka, który dla „wyborczego sukcesu” zmienił okręg wyborczy i jako szef PSL nie startował z własnego okręgu. Takie to elity. Tam również „pobory” muszą się zgadzać w pierwszej kolejności. A tu gitarę zawracają jakimiś przyziemnymi problemami. Nic tu się za ich przyczyną nie zmieni. Dalej będziemy zaściankiem, bezczelnie dojonym przez cwaniaków, którzy uważają, że są ponad innymi. Nie oznacza to jednak, że należy się poddać. Kropla drąży skałę.
Wyroki w licznych sprawach Józefa K. w końcu zapadną. A jak będą skazujące wówczas już nawet wiernopoddańczy tęczowi koalicjanci nie będą mieli wyjścia.
