Logo
"Niezależne media to fundament wolności i demokracji.
Konkretnie po to, abyś Ty mógł mieć własne zdanie."
← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
Opublikowano: 23.06.2026  |  Autor: red. naczelny Konkretnie

NFZ potwierdził chaos w hrubieszowskim szpitalu!

Zdjęcie główne

Obiecaliśmy naszym Czytelnikom, że sprawy paraliżu hrubieszowskiego szpitala nie odpuścimy i słowa dotrzymujemy. Dzisiaj na biurko naszej redakcji trafiła oficjalna odpowiedź Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia na skargę, która została złożona po skandalicznym, majowym dyżurze w poradni Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej. Wynik postępowania kontrolnego nie pozostawia złudzeń dla dyrekcji hrubieszowskiego ZOZ. Narodowy Fundusz Zdrowia w całości uznał skargę za zasadną, obnażając przy tym rażące uchybienia, chaos informacyjny oraz zaskakującą linię obrony dyrektora Arkadiusza Bratkowskiego. Jednak analiza dokumentów i tłumaczeń szpitala ujawnia coś znacznie gorszego. Próby zatuszowania faktu, że pacjenci w stanie nagłym zostali pozostawieni bez jakiejkolwiek opieki lekarskiej.

Oficjalny werdykt NFZ (sygn. NFZ03-WOKIP-DKK.5221.148.2026)

„Pana skargę uznaliśmy za zasadną. Nie powinno być trudności w zarejestrowaniu się do lekarza (…), (…) zastrzeżenia dotyczące organizacji pracy poradni, są zasadne. Nie otrzymał Pan prawidłowej
informacji jak i gdzie można otrzymać pomoc lekarską (…). (…) Zapewnienie dostępności do
gwarantowanej opieki zdrowotnej polega między innymi na przestrzeganiu praw pacjenta (…)”

Pusta poradnia i nagła pomoc: Jak było naprawdę?

Przypomnijmy krótko fakty z niedzielnego poranka, 24.05.2026 roku. O godzinie 7:15 stawiłem się w hrubieszowskim szpitalu z nagłymi, zagrażającymi zdrowiu objawami. W gabinecie nocnej opieki zastałem głuchą pustkę. Lekarza z nocnej zmiany nie było, a lekarz mający rozpocząć dyżur o godzinie 8:00 nie pojawił się do momentu mojego wyjścia przed godziną 9:00. Pomocy, po interwencji na korytarzu, udzieliła mi wezwana na ratunek lekarka pediatra z Izby Przyjęć.

Jak na te twarde fakty odpowiada dyrektor Arkadiusz Bratkowski? W pismach wyjaśniających przesłanych do NFZ dyrekcja szpitala zastosowała klasyczny unik, twierdząc, że sytuacja ta wynikała z kwestii organizacyjno-komunikacyjnych związanych z bieżącym przepływem informacji. To urzędnicze sformułowanie to próba ubrania zwykłego paraliżu w ładne słówka.

Wizyty domowe widmo czy ucieczka lekarza? Relacje personelu

Co więcej, dyrekcja kategorycznie zaprzeczyła, jakoby lekarz spóźnił się do pracy lub wyszedł z niej wcześniej. Według oficjalnej wersji szpitala, lekarz dyżurny od godziny 7:15 do 8:21 przebywał na rzekomej wizycie domowej. To tłumaczenie brzmi jednak wysoce niewiarygodnie w zderzeniu z informacjami, do których udało nam się dotrzeć bezpośrednio w szpitalu. Z relacji personelu medycznego placówki wyłania się bowiem zupełnie inny, zatrważający scenariusz: lekarz z nocnej zmiany miał po prostu opuścić stanowisko pracy i odjechać przed czasem, pozostawiając poradnię bez jakiegokolwiek nadzoru.

Te doniesienia rzucają zupełnie nowe światło na wersję o rzekomej „wizycie domowej”. Może nie mam słuchu Beethovena czy Mozarta, ale potrafię odróżnić zwrot „pojechał na wizytę domową” od relacji personelu o tym, że „pojechał wcześniej do domu, bo mu się spieszyło”. No chyba, że we własnym domu bywa tak rzadko, że termin „wizyta domowa” jest tu w pełni uprawniony. Ponadto, nawet gdybyśmy na chwilę przyjęli karkołomną linię obrony dyrekcji o nagłym wyjeździe w teren, system informacyjny placówki całkowicie leżał. Pacjent przybywający do szpitala o godzinie 7:15 nie zastał żadnej informacji ani personelu mogącego udzielić jasnej odpowiedzi. Sama poradnia obsługująca cały powiat funkcjonowała bez widocznego zabezpieczenia, a na korytarzu panowała nerwowość, podczas gdy pacjenci byli odprawiani z kwitkiem.

Prawda ukryta w godzinach: Gdzie podział się lekarz z grafiku?

Największa niespójność tkwi jednak w chronologii, którą dyrekcja szpitala próbowała zamazać przed urzędnikami Funduszu. Szpital twierdzi, że od godziny 7:15 do 8:21 trwała luka wywołana wyjazdem terenowym. Z kolei z mojej karty medycznej wynika, że rejestracja i badanie nastąpiły dokładnie o godzinie 8:21, a przeprowadziła je lekarka pediatra, która tego dnia pełniła dyżur na Izbie Przyjęć.

Pojawia się więc kluczowe pytanie, na które dyrektor Bratkowski woli nie odpowiadać: dlaczego o godzinie 8:21 pomocy musiała udzielać lekarka z Izby Przyjęć, skoro zgodnie z oficjalnym grafikiem od godziny 8:00 poradnia powinna posiadać własną, stacjonarną obsadę lekarską? Dyrekcja w swoich wyjaśnieniach całkowicie pominęła kwestię tej luki kadrowej, a brak lekarza na stanowisku pracy załatała kosztem innego oddziału.

Łatanie dziur kosztem bezpieczeństwa na Izbie Przyjęć

Oficjalne ustalenia potwierdzają to, co opisywaliśmy na łamach „Konkretnie” jako skandaliczną i niebezpieczną praktykę doraźnego łatania dziur. Zamiast zapewnić ciągłość opieki przez dedykowanego lekarza nocnej zmiany, szpital ratował się ściąganiem lekarki z Izby Przyjęć. Choć pani doktor wykazała się ogromną empatią i profesjonalizmem, to takie zarządzanie kryzysowe generuje ogromne niebezpieczeństwo.

Ściąganie jedynego pediatry z Izby Przyjęć, która zabezpiecza stany nagłe, wypadki i nagłe zatrzymania krążenia u dzieci, w celu łatania braków w poradni weekendowej, to igranie z bezpieczeństwem najmłodszych. Przez czas, który pani doktor musiała poświęcić na obsługę poradni nocnej, Izba Przyjęć pozostawała osłabiona kadrowo. To klasyczne zarządzanie kryzysowe w wykonaniu dyrektora Bratkowskiego, polegające na gaszeniu jednego pożaru poprzez rozpalanie kolejnego w kluczowym punkcie szpitala.

Żółta kartka dla dyrekcji i starosty: Szpital pod lupą NFZ

Finał tej sprawy to cios wizerunkowy dla dyrektora Arkadiusza Bratkowskiego oraz wspierających go władz powiatu ze starostą Józefem Kuropatwą na czele. Narodowy Fundusz Zdrowia oficjalnie zobowiązał kierownictwo hrubieszowskiego ZOZ do bezwzględnej realizacji umowy zgodnie z przepisami oraz do szanowania praw pacjentów. Ta skarga odniosła jednak kluczowy skutek: hrubieszowski szpital oficjalnie trafił pod lupę kontrolerów NFZ w obszarze nocnej i świątecznej opieki. Dla placówki oznacza to jedno: każde kolejne wykazane uchybienie drastycznie zwiększa ryzyko nałożenia przez Fundusz dotkliwych kar finansowych.

To nie koniec walki: Oficjalne skargi do Rzecznika Praw Pacjenta

Uznanie skargi przez NFZ to dopiero początek drogi do uzdrowienia tej kryzysowej sytuacji. Nie mamy zamiaru poprzestać na urzędowym pouczeniu. Unikanie odpowiedzialności przez dyrekcję i ignorowanie faktu braku lekarza na stanowisku pracy to lekceważenie pacjentów, którego nie puścimy płazem. Dlatego kierujemy oficjalną, szczegółowo udokumentowaną skargę do Rzecznika Praw Pacjenta oraz innych organów nadzorczych.

Praktyka osłabiania obsady Izby Przyjęć kosztem łatania braków w poradni to bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców całego powiatu. Rzecznik Praw Pacjenta musi zbadać ten proceder pod kątem systemowego naruszania praw pacjentów do bezpiecznej i ciągłej opieki medycznej. Co prawda NFZ uznał skargę za zasadną, ale poprzestał na lakonicznym „zobowiązaniu kierownictwa szpitala do realizacji umów zgodnie z przepisami i respektowaniem praw pacjentów”. Co to oznacza w praktyce? Ano pewnie nic. Tu powinna paść legendarna kwestia Hansa Klosa – „Nie ze mną te numery Brunner” I właśnie pada. Tak tego zostawić nie można.

Nie kończymy postępowania przed Narodowym Funduszem Zdrowia. Będziemy domagać się od lubelskiego oddziału NFZ przeprowadzenia pełnej kontroli grafików oraz rzeczywistego czasu pracy lekarzy w hrubieszowskim szpitalu. Żółta kartka od urzędników to za mało. Nie może być tak, że dyrekcja nie ponosi realnych konsekwencji za rażące zaniedbania organizacyjne. My ze swojej strony będziemy patrzeć tej władzy na ręce jeszcze uważniej i nie pozwolimy, aby zdrowie mieszkańców powiatu hrubieszowskiego było przedmiotem urzędniczej ruletki i wymijających tłumaczeń.