Logo
"Niezależne media to fundament wolności i demokracji.
Konkretnie po to, abyś Ty mógł mieć własne zdanie."
← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
Opublikowano: 16.11.2024

Dzieci z okolicznych gmin drenują budżet Miasta z Klimatem

Zdjęcie

Dzieci wiejskie drenują budżet „Miasta z Klimatem”?

W ostatnim wydaniu Kroniki Tygodnia burmistrz Hrubieszowa Marta Majewska stwierdziła, że „powinny się pojawić takie przepisy, które pozwolą żądać konkretnych rekompensat od wójtów gmin, z których dzieci uczęszczają do miejskich szkół”. Innymi słowy gminy powinny się dokładać do miejskich szkół. Z jakiego powodu? Tego już pani burmistrz nie wyjaśniła. Chwytliwy nagłówek w artykule „Niech wójtowie dołożą się do miejskich szkół” i wystarczy. Nie ma co się zagłębiać w podstawy prawne, bo nie o nie tu przecież chodzi. Przekaz jest jasny: Hrubieszowska oświata cierpi, bo do miejskich szkół chodzą dzieci z okolicznych gmin. A jak jest naprawdę?

Zgodnie z przepisami oświatowymi dyrektor szkoły podstawowej ( bo tylko takie poza przedszkolami są w kompetencji miasta czy gminy) ma obowiązek przyjąć do szkoły dzieci zamieszkałe w obwodzie tej szkoły. Oczywiście jeżeli szkoła posiada wolne miejsca to prawo nie zabrania przyjmowania dzieci z innego obwodu czy też nawet gminy.  Z formalnego punktu widzenia decyzję w tym przypadku podejmuje dyrektor szkoły. Co więcej, jeżeli takie dziecko spoza obwodu uczęszcza do innej szkoły niż to wynika z faktu jego zamieszkania to subwencja oświatowa „idzie za tym dzieckiem” Nie jest tak, że dziecko chodzi do danej szkoły, miasto ponosi koszty z tym związane, a subwencję otrzymuje gmina.

Czego zatem pani burmistrz oczekuje od wójtów? Każde dodatkowe dziecko to przecież dodatkowe pieniądze dla miasta i danej szkoły. Dyrektorzy szkół, logicznie myśląc, chętnie podejmują decyzje o przyjmowaniu dodatkowych uczniów, bo przynajmniej jest kogo uczyć,
a miasto ma dodatkową subwencję. Jakim zatem torem potoczyły się myśli pani burmistrz, że chce jeszcze więcej od wójtów? Przecież wójtowie na oświatę nie dostają dodatkowych pieniędzy. Mają to samo co miasto. Subwencję oświatową, którą tracą jeżeli dziecko z ich terenu idzie do innej szkoły.

Teoretycznie wydawać by się mogło, że za tym pomysłem stoi jakaś szersza strategia. Teoretycznie wydawać by się mogło, że to swego rodzaju przejaw wizjonerstwa i dbanie o miejską kasę.

Teoretycznie…. No właśnie. Teoretycznie. Wyłącznie teoretycznie.

Fakty z tymi teoriami nie mają zbyt wiele wspólnego. Co rusz zwiększany jest deficyt
w budżecie miasta, przy radosnym aplauzie radnych, których zdecydowana większość to radni
z komitetu pani burmistrz. Jakoś te długi wytłumaczyć trzeba. Więc do przestrzeni publicznej wysłana została informacja, że to przez wiejskie dzieci.

Zarządzeniem pani burmistrz z dnia 7 listopada 2024 roku  zaciągnięte zostało kolejne zobowiązanie w wysokości 8.5 miliona złotych na pokrycie zadłużenia. Nie inwestycyjne. Nie rozwojowe. Na spłatę wcześniej zaciągniętych pożyczek, kredytów, emisji obligacji miejskich… Mechanizm do złudzenia przypominający spiralę zadłużenia.

Filie biblioteki miejskiej do likwidacji. Uchwały o zamiarze ich likwidacji radni już podjęli. Jednocześnie wyrażana jest chęć przejęcia zasobów Biblioteki Powiatowej do biblioteki miejskiej wraz z finansowaniem z powiatu hrubieszowskiego. Zapewne „genialny” pomysł trzeciego zbędnego starosty Marka Poznańskiego, który w tandemie z panią burmistrz powinni bezkonkurencyjnie otrzymać miano „Wielkiego Likwidatora” , gdyby taki tytuł istniał.

Unię już pani burmistrz zaorała. Ostatnio beztrosko stwierdziła, że „najbardziej ją cieszy, że nie ma armii zaciężnej”. Jakże rażący jest tu brak elementarnej wiedzy o tego rodzaju działalności. A do dyspozycji ma przecież nawet w Radzie Miasta fachowców w tej sprawie. Naprawdę nikt nie jest w stanie wytłumaczyć choćby kilku prostych zasad rządzących w tym zakresie? Przypomnę jedynie, że jeszcze niedawno Unia to była sama „armia zaciężna”. I to w A – klasie. Z budżetem na IV ligę. Wtedy pani burmistrz jakoś nie przeszkadzało. Były wyniki to „armia zaciężna” była wspaniała.  Tyle, że to nie o to w tym chodzi. Na słowa konstruktywnej krytyki w tym zakresie reagowała wręcz alergicznie. I co mamy dzisiaj? Znowu A klasa! Nawet nie okręgówka. Miasta takiego jak Tomaszów czy Biłgoraj grają w IV lidze i to z powodzeniem. I bez „armii zaciężnej”. Tam jakoś myślenie nie boli.

A u nas? U nas blaszany hipojeleń stanowi wyznacznik rozwoju. Pewnie też na kredyt. Hipojeleń na miarę naszych możliwości… Idziemy w dobrym kierunku? No nie bardzo.