Logo
"Niezależne media to fundament wolności i demokracji.
Konkretnie po to, abyś Ty mógł mieć własne zdanie."
← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
Opublikowano: 16.07.2026  |  Autor: red. naczelny Konkretnie

„Dom, który czyni szalonym”. Jak dzień po wniesieniu skargi do sądu szpital zmienił swoje stanowisko

Zdjęcie główne

Czy można przez dekady zasiadać na kluczowych stołkach w kraju i regionie, współdecydować o unijnych dyrektywach w Brukseli, pełnić mandat poselski, a potem doprowadzić do sporu o stosowanie jednej z najbardziej podstawowych ustaw gwarantujących obywatelom dostęp do informacji publicznej? Przykład dyrektora SPZOZ w Hrubieszowie, Arkadiusza Bratkowskiego, pokazał, że jak najbardziej. Wystarczyła jednak jedna, zdecydowana skarga do sądu, by tamtejszy „Dom, który czyni szalonym” nagle przypomniał sobie o obowiązujących przepisach. Gdy portal „Konkretnie” konsekwentnie domagał się prawdy, urzędniczy opór ustąpił miejsca błyskawicznej, choć niezwykłej zmianie stanowiska.

Pamiętają Państwo kultową kreskówkę „12 prac Asteriksa” i zadanie w „Domu, który czyni szalonym”? Bohaterowie musieli tam zdobyć legendarną przepustkę A38, krążąc po piętrach pełnych absurdalnych urzędników, którzy doprowadzali petentów do obłędu, odsyłając ich od okienka do okienka. Przed wejściem do tego rzymskiego gmachu biurokracji wisiała jednak bardzo charakterystyczna tabliczka: zakaz wprowadzania psów. Obelix musiał zostawić swojego wiernego, małego Idefiksa na zewnątrz, ponieważ skostniały aparat urzędniczy panicznie bał się jakichkolwiek czujnych istot, które mogłyby wywęszyć ich absurdy.

Dokładnie w ten sam sposób próbował nas potraktować dyrektor SPZOZ w Hrubieszowie, Arkadiusz Bratkowski. Pewnie bardzo chciał, aby żaden wścibski, lokalny „pies stróżujący”, jakim są niezależne media, nie węszył wokół szpitalnych finansów. Niestety dla pana dyrektora, dziennikarski Idefix nie tylko nie został przed drzwiami, ale właśnie wszedł do gabinetu z ustawą w zębach i nie zamierza wyjść bez pełnych odpowiedzi.

Zaczęło się od prostego pytania

Przypomnijmy krótko fakty. 25 czerwca 2026 roku portal „Konkretnie” złożył wniosek o udostępnienie zanonimizowanych danych dotyczących rekordowych zarobków lekarzy oraz kadry zarządzającej w Hrubieszowie za lata 2025 i 2026. Chcieliśmy po prostu dowiedzieć się, jak publiczna placówka gospodaruje milionami złotych pochodzącymi bezpośrednio z naszych składek zdrowotnych i podatków.

W oficjalnej odpowiedzi z dnia 1 lipca 2026 roku dyrektor Bratkowski odpisał nam jednak, że szpital nie posiada w działach administracyjnych nadwyżki zatrudnienia, która pozwoliłaby na udzielenie odpowiedzi bez szkody dla pacjentów. Co więcej, pan dyrektor przekonywał, że jeśli jego pracownicy usiądą do komputera i wyciągną te dane, szpitalowi grożą wysokie kary finansowe i konieczność zapłaty odsetek. W ocenie redakcji pismo to nie realizowało obowiązków wynikających z ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Brukselskie salony, hrubieszowskie realia

W tym miejscu jako redakcja musimy wyrazić głębokie, wręcz nieprzejednane zdumienie. Jak to możliwe, że osoba o tak bogatym życiorysie publicznym potyka się na elementarnej ustawie o dostępie do informacji publicznej?

Przecież Arkadiusz Bratkowski to nie jest człowiek bez doświadczenia w stanowieniu i stosowaniu prawa. Mówimy o człowieku, który w swojej dotychczasowej karierze był posłem na Sejm RP, członkiem zarządu województwa lubelskiego, a nawet posłem do Parlamentu Europejskiego. Zastanawia nas zatem, jak to możliwe, że polityk, który na brukselskich salonach współdecydował o unijnych dyrektywach i zachodnich standardach transparentności, dziś w Hrubieszowie podpisuje dokument oparty na przesłankach całkowicie nieznanych polskiemu prawu?

A może to wcale nie brak znajomości procedur administracyjnych, lecz zwykła, polityczna chęć ukrycia niewygodnych danych przed opinią publiczną skłoniła dyrekcję do odesłania nas z kwitkiem? To pytanie pozostawiamy do merytorycznej oceny pacjentom, mieszkańcom powiatu i wyborcom, którzy już niedługo będą rozliczać lokalnych włodarzy z PSL z jakości nadzoru nad tą placówką.

Ponieważ nasza redakcja nie zamierzała bezczynnie biegać od okienka do okienka w poszukiwaniu urzędniczej przepustki, wobec ignorowania wniosku i unikania jawności, 14 lipca 2026 roku na bezczynność dyrektora SPZOZ w Hrubieszowie została wniesiona  skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie, wraz z wnioskiem o nałożenie na organ grzywny. Taką skargę składa się za pośrednictwem organu, którego dotyczy, więc dyrektor zna jej treść doskonale.

Cudowne uzdrowienie administracji w 24 godziny

Reakcja na ten krok była natychmiastowa. Wizja procesu przed sądem i konieczność tłumaczenia się przed sędziami z rzekomego paraliżu kadrowego w kadrach najwyraźniej podziałała na hrubieszowski szpital niezwykle otrzeźwiająco.

Już 15 lipca, zaledwie dobę po złożeniu skargi do WSA, otrzymaliśmy na naszą skrzynkę kolejne pismo od dyrektora Bratkowskiego. I w tym momencie wkraczamy w fazę czystego, urzędniczego surrealizmu. Pan dyrektor próbuje nas teraz przekonać, że pismo z 1 lipca wcale nie było tym, czym było. W najnowszym dokumencie twierdzi on bowiem z pełną powagą:

„Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Hrubieszowie informuje, że skierowane do Pana pismo z dnia 1 lipca 2026 r. nie stanowiło odmowy odpowiedzi na zadane pytania, lecz miało być informacją o potrzebie przesunięcia terminu ze względu na ilość żądanych danych i dokonanie stosownych wyliczeń”.

Drodzy Czytelnicy, to oznaczało całkowitą zmianę stanowiska. Dyrektor Bratkowski twierdzi już, że pismo o treści „nie odpowiemy, bo nie mamy ludzi, a ich zaangażowanie doprowadzi szpital do katastrofy finansowej”, było tak naprawdę zapowiedzią przedłużenia terminu.

Szkoda tylko, że w piśmie z 1 lipca pan dyrektor zapomniał wskazać jakąkolwiek nową datę udzielenia odpowiedzi. Tymczasem artykuł 13 ustęp 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej wyraźnie i bezwzględnie nakłada na organ obowiązek określenia nowego, precyzyjnego terminu, który nie może być dłuższy niż dwa miesiące. Pismo z 1 lipca żadnego terminu nie zawierało, co z punktu widzenia procedury administracyjnej będzie podlegało ocenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie.

Nagle okazało się jednak, że moce przerobowe w hrubieszowskim szpitalu cudownie istnieją, a kluczowi pracownicy bez szkody dla pacjentów znajdą chwilę na wykonanie swoich ustawowych obowiązków. Szpital oficjalnie zadeklarował, że pełne dane zostaną nam udostępnione do 24 lipca 2026 roku.

Nasz Idefix nie puści nogawki

Jako redakcja „Konkretnie” bardzo się cieszymy z tego nagłego przypomnienia sobie przez dyrekcję, jak brzmią polskie ustawy. Gratulujemy też błyskawicznego rozwiązania rzekomego kryzysu kadrowego w administracji.

Zapowiadamy jednak twardo: nie damy się otumanić tym nagłym fikołkom proceduralnym. Nasza skarga do sądu nie zostanie wycofana ani zawieszona, dopóki na skrzynkę redakcji nie trafią kompletne, rzetelne i w pełni zgodne z naszym wnioskiem dane, w tym precyzyjna informacja, ile godzin pracy odpowiada najwyższym wynagrodzeniom finansowanym ze środków publicznych. Mieszkańcy mają pełne prawo wiedzieć, na co idą ich ciężko zarobione pieniądze.

W tej batalii nie chodzi o naszą satysfakcję czy dziennikarskie trofeum. Tu chodzi o elementarny szacunek dla ludzi, którzy co miesiąc oddają niemałą część swoich pensji na składki zdrowotne. Szpital nie jest prywatną własnością dyrekcji ani polityków PSL, a mieszkańcy mają święte prawo wiedzieć, na co idą ich ciężko zarobione pieniądze.

Jak ten mały, uparty piesek z bajki, chwyciliśmy hrubieszowski urzędniczy obłęd za nogawkę i nie puścimy, dopóki mieszkańcy powiatu nie dostaną pełnej, jasnej prawdy o szpitalnych finansach. Termin wyznaczony przez samego dyrektora w piśmie mija 24 lipca. Panie Dyrektorze Bratkowski, ludzie czekają na dokumenty. Tym razem już bez możliwości odesłania nas do kolejnego okienka.