Logo
"Niezależne media to fundament wolności i demokracji.
Konkretnie po to, abyś Ty mógł mieć własne zdanie."
← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
Opublikowano: 28.03.2024

Co to znaczy być Prawdziwym samorządowcem?

Zdjęcie
Konkretnie: Łatwiej jest wójtem zostać czy być ?

T. Zając:  Patrząc z perspektywy wcześniejszych lat, kiedy pełniłem funkcję burmistrza miasta Hrubieszowa, a później wójta Gminy Hrubieszów to teoretycznie wydaje mi się, że łatwiej zostać wójtem czy burmistrzem niż pełnić tę funkcję. To jest tak, że gdy się startuje to ma się pewien kredyt zaufania. Mieszkańcy jeszcze nie mogli się przekonać jak się sprawdza i funkcjonuje ten dany włodarz i dają pewien kredyt zaufania.  W trakcie kampanii człowiek miły, uprzejmy, kulturalny i ewentualnie zostaje wybrany na dane stanowisko, a później…. niestety. Trzeba zmierzyć się z wyzwaniami dnia codziennego na danym stanowisku.  Jeżeli chodzi o funkcję wójta to czasami okazuje się, że trzeba podejmować już mniej czy bardziej popularne decyzje co nie zawsze się mieszkańcom podoba czy ewentualnie pracownikom. Trzeba dokonywać wyborów w kontekście zabezpieczenia środków finansowych na te inwestycje, a  wiadomo, że nie jesteśmy w stanie zrealizować wszystkich inwestycji, pamiętając przy tym, że na nie jeszcze musi wyrazić zgodę Rada Gminy. Jeżeli chodzi o wszystkie miejscowości w naszej Gminie, a jest ich 37 to jest to już trochę trudniejsze wyzwanie bycie wójtem.  Ma to dodatkowy związek właśnie w kontekście kolejnej kadencji. Mieszkańcy już w inny sposób patrzą na tę osobę niż na tę która przed tym miała białą kartę. Startowała i była fajna, miła i przyjemna bo nie mieli z tą osobą do czynienia w kontekście pełnienia danej funkcji.  Oceniają ją już przez pryzmat pełnienia funkcji i zrealizowanych zadań.

Konkretnie:  Czyli władza zużywa?

T. Zając:  To jest  niby taki truizm, ale jednak sporo w tym racji. Władza zużywa w szczególności wtedy kiedy w pewnym sensie, może nie powiem, że nie ma się jakiś sukcesów, ile ta praca, którą się wykonuje właśnie na funkcji tego włodarza nie sprawia satysfakcji, nie  daje takiego jakiegoś „powera” na co dzień.  Wtedy to naprawdę może zostać człowiek definitywnie wyeksploatowany i jeżeli nie ma twardej psychiki, twardej osobowości, jeżeli nie potrafi normalnie, zwyczajnie po ludzku upaść, a jeszcze bardziej po ludzku powstać, na nowo się może narodzić  to jest naprawdę trudno. Ale jak na razie sił nie brakuje i mieszkańcy dają motywację do pracy, chociaż powoli wiek robi swoje.
Konkretnie: Jaka była ta mijająca kadencja? Sporo było przecież wydarzeń, których dotąd nie byliśmy świadkami jak np. COVID czy też wojna za naszą wschodnią granicą.

T. Zając:  Tak to prawda. Przyszło nam się mierzyć z nowymi wyzwaniami. Myślę, że sukcesem tej kadencji to było to, że udało nam się wbrew tej bardzo trudnej sytuacji związanej z pandemią COVID, wojną, wzrostem cen towarów i usług, szalejącą inflacją zachować prawidłowe funkcjonowanie zarówno Gminy jak i urzędu. A naprawdę był to bardzo ciężki czas dla samorządów i lokalnych społeczności i wymagało to wiele zaangażowania, wiele hartu ducha i ciała w sensie takim fizycznym. Poświęcenia, żeby 24 godziny na dobę sprostać czynnikom zewnętrznym, które tak do nas niespodziewanie przyszły.  Często się tak potocznie mówiło, że funkcjonujemy w pewnym odizolowaniu od otaczającego świata. Ale jak się okazało nie jesteśmy od tego globalnego świata odizolowani, a jesteśmy jego elementem, elementem ,,globalnej wioski”. To co się wydarzyło daleko, tysiące kilometrów od nas, za krótki czas dotarło do nas i ma bardzo istotny wpływ na nasz samorząd, naszych mieszkańców. To w jakiś sposób przewartościowało dotychczasowe postrzeganie świata i myślenie. W naszym samorządzie mimo wszystko udało się w tej kadencji pozyskać bardzo dużo środków finansowych. Inwestycje mieliśmy na kwotę około 95 milionów złotych przy dofinansowaniu 48 milionów złotych. Budżet jaki przyjmowaliśmy w roku 2018 był na poziomie 42 milionów złotych. W dniu dzisiejszym, w roku 2024 jest na poziomie 105 milionów złotych. Oczywiście wiadomo, że to się  odbywa kosztem zaciągnięcia pewnych zobowiązań finansowych, bo przy takiej strukturze dochodów gminy jaką mamy niestety nie stać nas na odpowiednio wysokie  własne środki finansowe, do tych projektów na które otrzymujemy dofinansowanie zewnętrzne. Ponadto prawie 50% środków budżetowych na funkcjonowanie oświaty dokładamy z dochodów własnych Gminy, więc to jest bardzo ciężkie wyzwanie, na które nie mamy wpływu bezpośredniego bo wynagrodzenia nauczycieli uchwala parlament i nie jest to od nas zależne. Tą kwestię, z którą zmagają się wszystkie samorządy, mogłoby rozwiązać częściowo finansowanie oświaty przez administrację rządową.
Konkretnie: Co jest najtrudniejsze w byciu wójtem na co dzień, a co  sprawia że czerpie się energię do pełnienia swoich obowiązków?

T. Zając: Myślę, że najtrudniejsze w byciu wójtem jest to, że tak zwyczajnie, jeżeli człowiek chce się zaangażować na 100% pełnienia tej funkcji,  jak to często powtarzam: żeby to była prawdziwa służba publiczna, prawdziwego samorządowca z krwi i kości to jest to, że niestety nie ma się czasu na zbyt wiele innych rzeczy w tym życia rodzinnego, prywatnego.  Brakuje nawet czasu, żeby pojechać gdzieś tam na wakacje choćby.  Co prawda niektórzy zarzucają mi, że to jest kwestia organizacji pracy. Być może tak, ale ja uważam, że jak ktoś chce się w pełni poświęcić pracy na rzecz lokalnej społeczności to, niestety tak to wygląda. Jeżeli ma to być zrobione dobrze to trzeba od siebie dać ponad 100 %. 

Konkretnie: A co sprawia satysfakcję?

 T. Zając:  Satysfakcję sprawia mi tak zwyczajnie ludzka wdzięczność, takie proste gesty ze strony mieszkańców zadowolenia z dobrze wykonanej przez nas  pracy.  Chociaż niestety ten czas, teraz przed wyborami, weryfikuje tą ludzką wdzięczność. Wydawało się, że ludzie którzy we wcześniejszych kontaktach czy też  relacjach społecznych wyrażali swoje zadowolenie z prowadzonych przez Gminę działań nagle zmieniają zdanie.  To powoduje, że  trochę człowiek jest lekko zawiedziony taką czy inną postawą.  Ale trudno. Bywają i takie dni. Jest ich na szczęście o wiele mniej. Bardzo lubię gdy po pomyślnie zrealizowanej inwestycji  w danej miejscowości spotykamy się z mieszkańcami, którzy to mieszkańcy potrafią podziękować tak serdecznie, od serca za wybudowaną nową drogę, za wyremontowaną świetlicę, czy też inne inwestycje gminne to takie zwykłe słowo „dziękuję” sprawia mi największą satysfakcję. Daje mnóstwo energii do pracy.
Poza tym  staram się kłaść nacisk na to, żeby mieć  zaangażowaną ekipę pracowników. Tam gdzie się przychodzi się do pracy z uśmiechem na twarzy, samemu widzi się uśmiechnięte, zadowolone twarze współpracowników już z samego rana, sprawia to ogromną satysfakcję. Poprzez to sam również czuję się elementem, większego zespołu, który ma misję ciągłego zmieniania naszej gminy na lepsze.

Konkretnie:  Czy tylko takie  związane z inwestycjami rzeczy są przedmiotem satysfakcji?

T. Zając:  Niekoniecznie. Są również i działania pozainwestycyjne.  Na przykład mamy taką inicjatywę: „Wschodnia strona animacji”,  gdzie ogłaszamy konkursy na różnego rodzaju pomysły ze strony społeczności i na przykład jednym z tej pomysłów jest to że powstała taka grupa teatrzyk kukiełkowy o nazwie „Jacy tacy”.  Ich pierwszy występ, ,,Bożonarodzeniowa Noc” zrobił fantastyczne wrażenie zarówno na mnie jak innych widzach, a w szczególności na dzieciach. Postacie kukiełkowe na długo zapadły nam w pamięci.  Było również przedstawienie o gminie Hrubieszów. O wójcie, o radnych. To w jaki sposób ludzie się w to zaangażowali się, w jaki sposób poświęcają swój czasu na stworzenie tych postaci kukiełkowych, które nawiązują do autentycznych postaci u nas w Gminie pełniących funkcje publiczne. Te postacie są bardzo podobne do pierwowzorów. Naprawdę to sprawia wiele satysfakcji, że ludziom się tak po prostu chce chcieć i mają takie fenomenalne pomysły. Czy też wydanie tomiku poezji wierszy naszych mieszkańców, czy też radość naszych uczniów szkół podstawowych kiedy sfinansowaliśmy wyjazdy na basen w ramach lekcji wf.
Konkretnie: Czy będąc młodym chłopakiem, na studiach jeszcze spodziewałeś się że tak to się potoczy? 
Ja uważam, że nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny. Osobiście wierzę w jakieś swoje przeznaczenie na tym świecie i mam taką swoją tajemnicę trochę skrywaną, że pewne rzeczy sobie zapisuję w zeszycie jako tak zwane „znaki Boże”. Mówił mi zawsze świętej pamięci mój tato:  „Synu, czytaj znaki Boże”.  Więc sobie takie znaki zapisuję.  Jednym z takich znaków było to, że w 1996 roku, dokładnie na piątym roku studiów, kiedy pisałem pracę magisterską zadałem sobie właśnie takie pytanie:  „Co ja w życiu będę robił?  Gdzie ja się odnajdę?” Stwierdziłem, że jestem przecież zwykłym chłopakiem ze wsi, jakiejś tam wielkiej kariery na świecie nie zrobię, nie znałem żadnych języków obcych. Miałem trochę inny sposób patrzenia na świat. Wychowany w rodzinie chłopskiej, na prawdziwych wartościach, że dobro to jest dobro, prawda to jest prawda, świat jest czarno biały. I  stwierdziłem, że wrócę w swoje rodzinne strony, tylko  się zastanawiałem co ja tam będę robił? Doszedłem do wniosku, że  chyba najwięcej pracy jest w samorządach, administracji. Żeby  się jakoś do tego przygotować napisałem pracę magisterską: „Gmina jako podstawowa jednostka samorządu terytorialnego” . 
W pracy tej zawarłem motto, na podstawie słów pierwszego prezydenta Krakowa Józefa Dietla z 1866 roku:
„Autonomia gminy to jedynie trwała podwalina państwa.  To siła samorodna, żywotna, niewyczerpana. Zawsze młoda i świeża. To nie forma, nie teoria, nie system. To życie. A jeżeli państwo żyć chce na autonomii gminy opierać się musi. Każda bowiem forma ,chociaż najsztuczniej najsilniej sklejona zużyć i przeżyć się może. Samorząd tylko gminny co się w następujących po sobie pokoleniach silnie odmładza, stanowi niespożytą i trwałą siłę państwa.”

Konkretnie: Rozumiem, że to motto w dalszym ciągu jest aktualne?

T. Zając: Oczywiście. To swego rodzaju drogowskaz dla mnie.

Konkretnie: Jak przed laty zostawałeś sekretarzem w Gminie Hrubieszów, to zgodnie z wymogami prawnymi na tym stanowisku należało być osobą bezpartyjną. Czy to pomaga w byciu samorządowcem? Na ile trzeba mieć na uwadze również tą politykę krajową na wyższych szczeblach władzy? Bo chyba się zgodzisz, że bycie samorządowcem to zupełnie co innego niż bycie politykiem?

T. Zając: Myślę, że polityka w tym takim podręcznikowym rozumieniu generalnie przeszkadza w pracy samorządowej.  Jeżeli zaczyna mieć wpływ na funkcjonowanie samorządu to stajemy się zakładnikami  partii politycznych. Jeżeli brak ci odpowiedniej osobowości, zasad, charyzmy to przyjmuje się odgórnie narzuconą narrację przez te partie polityczne. I wtedy mówi się to co mówi  zazwyczaj to partia. Zatraca się wtedy ten samorządowy charakter. Po drugie, patrząc w kontekście obecnych wyborów samorządowych, jeżeli uda mi się  pełnić funkcję wójta na drugą kolejną kadencję, to będę walczył o to, żeby dokonać zmiany kodeksu wyborczego.  Według mnie, przynajmniej w tych jednostkach samorządu terytorialnego, gdzie mamy liczby mieszkańców do 10 tysięcy powinna być typowa ordynacja większościowa.  Oczywiście mamy teraz ordynację większościową w gminach do 20 tysięcy mieszkańców,  ale ordynacja większościowa 
w jednostkach do 10 tysięcy mieszkańców z zakazem startowania z  komitetów politycznych spowodowałaby uaktywnienie inicjatywy oddolnej komitetów wyborczych wyborców składających się z mieszkańców.  Mamy przecież takie przykłady, że czasami pojawiają się kandydaci, którzy  niestety nie reprezentują żadnej związanej z lokalną społecznością grupy osób, a posiadają jedynie poparcie partii politycznej.  Uważam, że to jest zaprzeczenie idei samorządu terytorialnego.  Taka osoba, z całym szacunkiem oczywiście, nie ma odpowiednich predyspozycji do tego,  żeby pełnić funkcję publiczną w lokalnym wydaniu. To jest takie trochę oszukiwanie wyborców, a tym bardziej wtedy, jeśli w kolejnych wyborach startuję się z różnych partii politycznych, to świadczy o słabości kandydata.
Konkretnie: Czy jest jakaś postać historyczna, która szczególnie imponuje lub stanowi wzór do naśladowania?

T. Zając:  Dla mnie postacią taką jest ksiądz Stanisław Staszic. Była to fenomenalna postać. Przede wszystkim była to osoba, która stworzyła pewną instytucję, czyli Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskiej inaczej  Towarzystwo Wspólnego  Ratowania się w Nieszczęściach, przełomową jak na tamte czasy. Myślę jest to osoba, która dla mnie stanowi właśnie taki wzór postępowania, tym bardziej że bardzo upodobałem sobie jedną z powtarzanych przez Staszica maksym, a mianowicie: „ Jedynie praca czyni człowieka użytecznym”.  Według mnie też to jest największą wartością w życiu. Praca człowieka uszlachetnia i wzbogaca  - to po pierwsze.  Ponadto to wzajemne ratowanie się w nieszczęściach, kiedy człowiek człowiekowi powinien właśnie służyć pomocą również jest inspirujące.  Stąd w  naszej gminie powstałą właśnie idea (około 10 lat temu) budowania podmiotów ekonomii społecznej, której prekursorem był również Staszic. Jeszcze jedna myśl ks. Staszica zapadła mi w pamięć i staram się ją stosować: „Tylko ten postępuje najlepiej do celu swojego Stwórcy, kto przez ciąg swojego życia poprawi los, powiększy szczęśliwość drugich ludzi, albowiem szczęśliwość większej części obywateli jest największym dobrem publicznym”. Powołał do życia ,,gminę Hrubieszów” która miała swojego wójta, sekretarza, radę pochodzącą z wyboru, sołtysów, radę starszych, lekarza towarzystwa, szkoły, fabryki, lasy. Takiej gminy w XIX nie było wtedy w Polsce. A dlatego też Staszic jest dla mnie wzorem bo przebywał właśnie na ziemi Hrubieszowskiej, zapewne spacerując po naszej gminie i dosłownie zostawiając po sobie swoje ślady.

Konkretnie: A jaki jest koszt bycia samorządowcem z krwi i kości w takim osobistym wymiarze? 

T. Zając: W moim przypadku ten koszt jest bardzo duży. Chociaż jak czasami patrzę na innych samorządowców to podziwiam ich, że mają czas na wiele innych rzeczy pozazawodowych. To być może jest kwestia tego,  że umieją sobie lepiej zorganizować czas, potrafią lepiej zarządzać swoją jednostką samorządu terytorialnego, lepiej zarządzać zespołem ludzkim, ale ja bym z drugiej strony ten temat dyskutował. To jest kwestia podejścia i oceny. Ta praca kosztuje wiele, ale największa satysfakcja to bycie blisko swoich mieszkańców.

Konkretnie:  Domyślam się jednak, że bez wsparcia najbliższych, bez ich wyrozumiałości nie dałoby się wykonywać swoich obowiązków z pełnym zaangażowaniem?

T. Zając: Oczywiście tak! Wsparcie rodziny mam i to bardzo duże. Ze strony żony i dzieci. Aczkolwiek oni wiedzą, że mam taką zasadę, że nigdy o sprawach zawodowych w domu nie rozmawiam. Nigdy się nie żalę, nigdy nie oczekuje jakieś porady, a wtedy dopytują mnie co tam się dzieje jak jestem smutny i mało mówię. Dla mnie największą wartością są relacje rodzinne bez tej otoczki związanej z pracą. Stanowią dla mnie najważniejszą rzecz. Przekraczając granicę progu domowego przestaję być wójtem i jestem mężem i ojcem.  Czasami oczywiście bywa, że zamykam się w 4 ścianach i poświęcam się pracy zawodowej nadrabiając jakieś zaległości, ale to rodzina rozumie.

Konkretnie: Na ile ta druga kadencja która, w razie wygranych wyborów i w kontekście tego, że zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami będzie ostania, bo wójtem można być jedynie dwie kadencje, ułatwi bycie wójtem? Czy to w jakiś sposób wpłynie na podejmowane decyzje, że nie będzie z tyłu głowy myśli o reelekcji?

T. Zając:  Trudno mi się na tym zastanawiać. Być może będę miał już jakiś pogląd wtedy kiedy uda się objąć mandat na tą drugą kadencję. Ale tak wybiegając w przyszłość to powiem szczerze trochę jestem no takim „wariatem Bożym”, który patrzy na rzeczywistość troszkę  inaczej niż ona jest i jeżeli taka sytuacja będzie, że obejmę tę funkcję na kolejna kadencja myślę że tak samo będę wykonywał swoją funkcję jak dotychczas. Z pełnym zaangażowaniem i determinacją dbał o sprawy mieszkańców naszej gminy.
Konkretnie: Nie będzie tak, że niektóre trudne decyzje będzie łatwiej podjąć? Nie będą odważniejsze?

T. Zając:  Decyzje nie będą jakieś odważniejsze, tylko dlatego, że nie będę musiał myśleć o reelekcji.  Wręcz przeciwnie. Uważam, że po pierwsze będę tak postępował, żeby mój następca na stanowisku wójta w kolejnej kadencji miał zapewnione szerokie możliwości realizacji zadań, ale  i Gminę w najlepszej możliwej kondycji finansowej, otwarte pole do działania i pewien komfort pracy. Poza tym nigdzie się z naszej Gminy nie zamierzam wyjeżdżać no chyba że od czasu do czasu w Bieszczady. Tutaj dalej będę mieszkał i żył. Mam nadzieję, że dobrze wspominany przez mieszkańców jako włodarz Gminy Hrubieszów, może i Burmistrz, bo różne funkcje w życiu się pełni ale najważniejsze jest to by być sobą, czyli Tomkiem Zającem.
Konkretnie: A nie kuszą  takie większe salony polityczne? 

T. Zając: Obserwując ostatnimi czasy tę politykę krajową, niby tę z „wyższych sfer”  to w moim przekonaniu  nie nadaję się do tego. Jest to zbyt brutalne i bezwzględne. To nie dla mnie i nie z moim charakterem. W zupełności spełniam się w roli samorządowca. Ponadto mam taką, zasadę życiową o której mówił też Staszic, że ,,każdy młodzieniec uczony a zdatnością celujący powinien wrócić w swoje rodzinne strony i spłacić dług wdzięczności wobec Towarzystwa za lata wychowania i nauki” Tak też postępuję jak na razie przez całe swoje życie, wierny tym słowom. Jeżeli będzie mi dane to będę starał się gdzieś odnajdywać tutaj na poziomie samorządowym naszego powiatu, chociaż nie ukrywam bardzo mile wspominam funkcję w samorządzie Województwa Lubelskiego. Bycie radnym Sejmiku, pełnienie funkcji przewodniczącego Sejmiku Województwa Lubelskiego. Dało mi wielką satysfakcję  i pewnego rodzaju jakiegoś bodźca do ugruntowania się swoich przekonaniach, że warto być sobą w swoim postępowaniu, bo wtedy gdy mieliśmy ostatnią sesję sejmiku województwa lubelskiego jeden z radnych, w dodatku opozycyjnych, wstał i powiedział że bardzo dziękuję mi za to że byłem przewodniczącym wszystkich radnych. To wiele dla mnie znaczyło. A teraz po latach kiedy z nimi się spotykam a są posłami, ministrami, marszałkami, starostami, klepią mnie po ramieniu i mówią ty to Tomek byłeś normalnym człowiekiem.

Konkretnie: Czy bycie takim prawdziwym samorządowcem wymaga jakichś specjalnych predyspozycji ? Czy to jednak każdy pracowity człowiek może to robić?

T. Zając: Jeżeli mamy tutaj na uwadze „pojęcie prawdziwego samorządowca” to myślę, że jednak to wymaga szczególnych predyspozycji.  Sądziłem, że jeżeli będzie następowała wymiana pokoleniowa na tych czy innych stanowiskach związanych z pełnieniem funkcji wójta czy burmistrza, że ci młodzi ludzie będą pełni energii i zapału, że będą kreowali nową rzeczywistość tworzyli takie czy inne innowacyjne inwestycje,  czy przede wszystkim budowali to społeczeństwo obywatelskie oparte na wzajemnym poszanowaniu, budowaniu zgody i kreowaniu rozwoju. Przede wszystkim takie inwestycje, które będą służyły mieszkańcom i będą one tworzone z poszanowaniem mieszkańców. A teraz widzę, że to nie jest tak do końca.  Inne wartości są stawiane na pierwszym miejscu. To celebryctwo, ta potrzeba bycia w centrum wydarzeń, bycie „bohaterem” na Facebooku – nie rozumiem tego. To pozbawia tych prawdziwych wartości ludzkich które człowiek powinien prezentować na co dzień w życiu a nie udawać wartościową osobę na facebooku, a w rzeczywistości postępować wobec swojego otoczenia inaczej . I taka osoba nie będzie samorządowcem, którym powinna być. Bycie samorządowcem to służenie ludziom i swoją pracę należy traktować jako służbę publiczną. Będąc na debacie na Wydziale Politologii UMCS w roku ubiegłym zadane zostało pytanie o wizję sprawowania funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta.  Wtedy odpowiedziałem, może trochę nieopatrznie i wyszedłem być może na dziwaka bo powiedziałem, że swoją funkcję traktuje jako służbę, gdzie tego rodzaju pojęcie od kolegów samorządowców czy koleżanek nie padło w ogóle. Jednak bardzo cieszyłem się później, bo  w podsumowaniu pan profesor Michałowski powiedział, że wielu ludzi zapomina o tej prawdziwej idei samorządu terytorialnego.  To co legło u podstaw reformy samorządu, to co legło u podstaw wyboru tych osób na funkcje publiczne to jest właśnie ta służba publiczna. O tym zapominamy. Powiem szczerze, że ostatnimi czasy kiedy mam okazję spotkać się w ramach naszego komitetu wyborczego z osobami, które pełniły niedawno funkcje wójtów, gdy spojrzę na tych doświadczonych samorządowców, dochodzę do wniosku że są to prawdziwi - powiem wprost i nie będzie to wypowiedź na wyrost -  szlachetni ludzie, którzy byli świadkami powstawania pierwszych samorządów, kiedy budowali podstaw te samorządy, jak słucham ich opowieści to dochodzę do wniosku, że to są właśnie ci prawdziwi samorządowcy. A podsumowując to powiem, że mam wielką satysfakcję kiedy mój poprzednik, długoletni wójt jak mówimy, wójt senior przychodzi do naszej gminy i jest przyjmowany z szacunkiem nie tylko przeze mnie ale również i przez pracowników urzędu. To jest prawdziwy dowód na to jak powinien być budowany samorząd przez kolejne pokolenia.
Konkretnie: Bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę sukcesu wyborczego.