Opublikowano: 7.01.2025
𝐊𝐫𝐞𝐚𝐭𝐲𝐰𝐧𝐞 𝐧𝐚𝐳𝐞𝐰𝐧𝐢𝐜𝐭𝐰𝐨 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨𝐛𝐞𝐦 𝐧𝐚 𝐝𝐳𝐢𝐮𝐫𝐲 𝐰 𝐦𝐢𝐞𝐣𝐬𝐤𝐢𝐞𝐣 𝐤𝐚𝐬𝐢𝐞
Gdy w miejskiej kasie pustka to trzeba te dziury jakoś łatać. Kreatywna pani burmistrz Majewska wymyśliła bardzo sprytną metodę. Metodę „na blaszanego jelenia”.
Przy czym jeleniami będą tu przewoźnicy i pasażerowie. Długo zastanawiali się mieszkańcy miasta skąd pomysł na nazwanie wiaty przystankowej „Hrubieszowskim Centrum Komunikacji”. Już nawet w ostateczności, chociaż nie bez kontrowersji – zwyczajnie: „dworzec”, ale Centrum Komunikacyjne? Jedyne co robi wrażenie to koszt tej inwestycji. 5 mln zł za wiatę…
Megalomania? Z pewnością. U pani burmistrz wszystko jest najlepsze, najwspanialsze, pewnie i pszczoły dziesięć razy większe… A jak coś źle to albo wina poprzedników albo innych samorządów albo nieprzychylnych rządzących (a pani burmistrz lubi zmieniać swoje orientacje polityczne). Skąd zatem pomysł nazwania wiaty przystankowej „centrum komunikacyjnym”?
Tu już trzeba trochę w przepisach pogrzebać. Otóż nazwa „dworzec” jest zgodnie z prawem
(art. 4 ust. 2 ustawy o transporcie zbiorowym) zarezerwowana dla obiektów spełniających określone wymagania. Dworzec ma być miejscem do odprawy pasażerów, a przystanek komunikacyjny – miejscem do wsiadania lub wysiadania pasażerów na danej linii komunikacyjnej. Funkcja, którą ma spełniać dworzec jest szersza, od tej przewidzianej dla przystanku komunikacyjnego. Właśnie dlatego dworzec, aby mógł spełniać swoją funkcję musi obejmować w szczególności: przystanki komunikacyjne, wyodrębniony punkt sprzedaży biletów oraz punkt informacji dla podróżnych.
Wiata przystankowa pod szumną nazwą „Centrum” tych wymagań nie spełnia. Nie ma bowiem kas biletowych ani punktu informacji dla podróżnych. Jest poczekalnia, kiosk i toalety. To jednak zbyt mało.
Dodatkowo ustawa od tego czy to przystanek czy dworzec uzależnia wysokość opłaty jaką zarządca (w tym przypadku miasto) może pobierać. W przypadku przystanku jest to 5 groszy od zatrzymania, a w przypadku dworca jest to 1 złoty. Są to stawki maksymalne. Mogą być w drodze negocjacji z samorządem zmniejszone. Ale wiadomo jak wyglądają negocjacje gdy w kasie pustka. Zresztą wysokość tych opłat znalazła swoje odzwierciedlenie w uchwale Rady Miejskiej w Hrubieszowie z dnia 26 listopada 2024 roku (w Dzienniku Urzędowym Województwa Lubelskiego opublikowania w dniu 2 grudnia 2024). Oczywiście opłaty zostały ustalone na maksymalnym możliwym poziomie. To, że radni ślepo słuchają poleceń pani burmistrz Majewskiej to już wiadomo od dawna, ale naprawdę nikt z radnych nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić co jest przystankiem a co dworcem? I skąd nagle przystanek ma być dworcem?
Obecnie miasto jest na etapie zawierania umów z przewoźnikami. Różnica w tych opłatach jest dość znacząca jeżeli chodzi o korzystanie z „hrubieszowskiego CPK”.
Żeby to zobrazować można posłużyć się przykładem jednego z przewoźników.
Przy średniej liczbie około 1200 zatrzymań busów lub autobusów w przypadku przystanku (jakim
w najlepszym razie jest „sztandarowa inwestycja pani burmistrz”) to jak łatwo policzyć 60 zł (1200×0,05 zł).
W przypadku dworca jest to już kwota 1200 zł (1200 x 1zł). Za same zatrzymania! Ma ktoś wątpliwości kto te dodatkowe koszty poniesie? Oczywiście, że pasażerowie. Zresztą zgodnie z wcześniejszymi informacjami od pani burmistrz Majewskiej cały czas „centrum komunikacyjne” miało być PRZYSTANKIEM PRZESIADKOWYM. Dopiero później obiekt ten został uznany za dworzec, a tym samym i opłaty za jego korzystanie poszybowały w górę. Ponadto przewoźnicy podczas rozmów otrzymywali informację, że wiata będzie traktowana jak przystanek i opłata, choć ustalona na maksymalnym możliwym poziomie wynosić będzie jednak 5 groszy od zatrzymania. A teraz okazuje się, że wiata to „dworzec” i należy się 1 zł od zatrzymania.
Teoretycznie takiego zmyślnego planu nie powstydziłby się nawet Egon Olsen. Tyle, że wiata przystankowa z blaszanym jeleniem dworcem zgodnie z ustawą nie jest. Zwyczajnie nie spełnia wymagań ustawowych, aby mogła być dworcem. A to oznacza, że i opłaty w największej możliwej wysokości miasto pobierać nie może. Pewnie w jakiś magiczny sposób nagle jakiś ToiToi zostanie uznany za kasę biletową i „centrum” dworcem będzie, jednakże nie taka była umowa.
Dodatkowe wątpliwości budzi fakt, że przecież wiata została zbudowana
z dofinansowaniem ze środków zewnętrznych. Zazwyczaj w okresie trwałości takiej inwestycji nie można pobierać żadnych opłat. Na tego rodzaju inwestycjach samorząd zarabiać nie może, aczkolwiek możliwe, że w tym wypadku jest inaczej. Jeszcze dobrze nie zaczęło działać, a już zanosi się na to, że podzieli los parku linowego w „małpim gaju”. Tu również pani burmistrz ma swój udział.
Jakiekolwiek apele do radnych z koalicji pani burmistrz Majewskiej większego sensu nie mają. I tak zagłosują jak pani burmistrz im wskaże. Bez większej refleksji jak się okazuje.
Po wyborach pani burmistrz z dumą ogłaszała, że jest pierwszym w historii Hrubieszowa burmistrzem wybranym na drugą kadencję oraz ma zdecydowaną większość radnych w Radzie Miejskiej. Póki co jest na najlepszej drodze do tego, aby być pionierką również w innym wymiarze – pierwszym w historii Hrubieszowa burmistrzem odwołanym w drodze referendum.
